1/100

Mój blog

Ostia nie Rzym
Przez strajk włoskich związkowców (przeciwko ludobójstwu w Palestynie i za zerwaniem stosunków z Izraelem) trochę musieliśmy pogłówkować, żeby wydostać się z Fiumicino, ale jeszcze przed północą zasiedliśmy w naszym nadmorskim miasteczku przy tatarze z dorady, spagetti vongole z botargą i karafce domowego wina.
Pierdzielę, nie wracam do kraju.
Włosi zazdroszczą nam sutenera na fotelu prezydenckim, a my Włochom aperola przy plazy
Według ChatGpt typowa kuchnia w Lido di Ostia - zwanej nadmorską dzielnicą Rzymu - to: Spaghetti alle vongole spaghetti z małżami (vongole), często z dodatkiem czosnku, oliwy i pietruszki. Frittura di paranza smażona mieszanka małych rybek, kalmarów i krewetek. Risotto ai frutti di mare kremowe risotto z mieszanką owoców morza Polpo con patate sałatka z ośmiornicy i ziemniaków, podawana na zimno. Calamari alla griglia grillowane kalmary, często serwowane z cytryną i oliwą. Zuppa di pesce aromatyczna zupa rybna z pomidorami i różnymi gatunkami ryb oraz owocami morza. Dziś sprawdziliśmy większość pozycji z tej listy. No cóż, muszę przyznać, że kucharz - skurczybyk, znał się na swoim fachu.
Naszym pierwszym przystankiem w Wiecznym Mieście był dziś pchli targ Porta Portese. Wypełniony zapachem starych książek i winyli, szmirowaty i tandetny, ale nieukrywający swojej głośnej, lekko zakurzonej i pełnej uroku włoskiej duszy.
Najlepszą fryturę w Ostii zjecie w Falco doro - to coś pomiędzy restauracją a sklepem. A potem w celu poprawy trawienia koniecznie jeden, albo i dwa, ale nie więcej niż trzy jegermajsterki. Najlepiej smakują w knajpce na plaży, w blasku zachodzącego słońca.
Jak w każdym szanującym się, nadbrzeżnym włoskim miasteczku, w Ostii znajdziesz halę targową z warzywami, owocami, mięsem, owocami morza i kawą z ekspresu. Dziś w drodze na plażę nie mogliśmy się oprzeć, żeby nie połknąć świeżej ostrygi z cytryną zaserwowanej przez rybaka, który zarzekał się łamaną angielszczyzną, że jeszcze w nocy dojrzewała w Morzu Tyrreńskim.
Kolorem piasku i urodą opalających się kobiet nasza łebska plaża bije tę rzymską na głowę. Jeśli jednak wziąć pod uwagę kolor nieba i temperaturę wody, to sytuacja zdecydowanie się odwraca. Spora część plaż jest tu przerobiona w zamknięte i niedostępne dla turystów z mniejszym portfelem enklawy, a na tych publicznych nie znajdziesz żadnych udogodnień. Ja polecam zasiadać na leżaku po szesnastej. Wtedy słońce jest znośne, a nadmorska bryza utyla do poobiedniej drzemki. Czuję, że moja powyborcza chandra wywołana spreparowaną wygraną alfonsa zaczyna powoli odpuszczać...
Kupiłem sobie ostatnio ekspres do kawy - taki prawdziwy, włoski, z młynkiem i kolbą - i bawię się w baristę, eksperymentuję z różnymi gatunkami kaw. Ale powiem Wam, że choćbym zjadł tysiąc kotletów, to nie dam rady przyrządzić espresso choćby w połowie tak dobre, jak to, które serwują tu w nawet najlichszym miejscu.
Jak dla mnie jedną z największych zalet wycieczek organizowanych przez biuro podróży booking.com jest to, że robisz i jesz co chcesz i kiedy chcesz. Dziś przyszła nam ochota na owoce morza przygotowane techniką Adama Słodowego. Na targu nabywasz przedmiotowe owoce, czosnek i warzywa, a w supermarkecie wino, oliwę i masło. Soli i pieprzu szukasz w apartamencie. Następnie łączysz produkty i poddajesz obróbce cieplnej. Efekt na załączonym zdjęciu. Uwaga: tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Słońce powoli chowa się za dachami wiekowych kamienic, a wąskie brukowane uliczki Trastevere zaczynają tętnić życiem. Na fasadach odbijają się złote promienie zachodu słońca, a w powietrzu unosi się zapach bazylii, czosnku i świeżego pieczywa. Mijamy artystów grających na gitarze, dzieci bawiące się na placu, lokalnych mieszkańców gawędzących na progach domów. Zatrzymujemy się przy niewielkiej trattorii stoliki rozstawione na zewnątrz, tuż przy kamiennych murach z bluszczem. Świeczki na stołach migoczą, czerwone wino lśni w kieliszkach, a kelner z uśmiechem przynosi kartę. Kocham tę moją Italię miłością pełną, głęboką i namiętna.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm