1/100

Mój blog

Guten Apetit
Za każdym razem, kiedy zapraszam moje dzieci na niedzielny obiad muszę się nieźle nagłówkować. Jedno ma problem z mąką, drugie nie je mięsa, a trzecie nie tyka surowej ryby.

W ten weekend, sytuację nieco uprościła nieobecność mojej córki wegetarianki, więc postanowiłem postawić na mięso. Padło na kuchnię niemiecko-austriacką. Ciężką i tłustą, stroniąca od warzyw i owoców morza, ale jakże bliską naszym polskim smakom. Jest z nią trochę jak z alkoholem dla wątroby: lepiej raz na jakiś czas pójść na całość do samego spodu, zamiast codziennie zatruwać organizm małymi dawkami.

Na przystawkę zrobiłem typowy niemiecki fastfood - Curry Wurst. Frankfurterki pokroiłem na kawałki i podsmażyłem, a potem wrzuciłem do zredukowanego sosu z cebuli, soku jabłkowego, keczupu i dwóch łyżek pasty red curry.
Do zupy z ukochanych przez Niemców szparagów wziąłem dwa pęczki białych szparagów. Miękkie końcówki odkroiłem i odłożyłem na bok. Twarde końcówki odkroiłem i wyrzuciłem. Środkową część obrałem, podsmażyłem na maśle z cebulą. Dodałem pokrojoną białą cześć pora i dwa ziemniaki w kostkę. Zalałem bulionem z golonki i warzyw. Gotowałem przez dwadzieścia pięć minut. Potem zmiksowałem, przetarłem przez sitko, dodałem miękkie końcówki, sól i pieprz i gotowałem przez pięć minut. Podałem z łyżką śmietany.

Kolejną przystawką była potrawa bez której nie obejdzie się żaden przyzwoity Bawarczyk - Bayerische Haxe, czyli golonka po bawarsku. Golonke obficie nasalasz i zostawiasz na noc, aby skruszała. Następnego dnia zmywasz z niej sól, zalewasz wodą, dodajesz ziele angielskie, liście laurowe i kostkę rosołową i gotujesz przez dwie godziny. Wywar możesz wykorzystać do zupy. Ugotowaną golonkę zalewasz piwem z majerankiem, słodką papryką, kminkiem. Marynujesz dwie godziny. Potem wkładasz na godzinę do piekarnika na dwieście stopni podlewając co jakiś czas marynatą. Golonkę podajesz z Sauerkraut, czyli kapuście kiszonej, gotowanej przez godzinę w bulionie warzywnym, zielem angielskim, liściem laurowym, solą i pieprzem.
Ostatnią przystawką było najsłynniejsze niemieckie danie, czyli Kartofenlsalad. Ugotowane w mundurkach ziemniaki obrałem ze skórki i pokroiłem na grube kawałki. Dodałem czerwoną cebulę pokrojoną w piórka, kiszonego ogórka w talarki, podsmażony boczek wędzony i gęstą śmietanę.

Głównym daniem był austriacki Wienerschnitzel z zasmażaną kapustą. Sznycle cielęce utłukłem na cienko, posoliłem i popieprzyłem. Obtoczyłem w mące kukurydzianej, potem w jajku, a potem w bułce tartej. Smażyłem na oleju z masłem. Młodą kapustę poszatkowałem, a następnie gotowałem przez dwadzieścia minut z zielem angielskim i liściem laurowym. Dodałem zesmażony boczek z cebulą i łyżką mąki ziemniaczanej, sól i pieprz.

Na deser podałem tort wymyślony przez Franza Sachera, uważanego w niemieckojęzycznej części Europy za króla deserów. Osiem żółtek ubija się na gładką masę ze stoma gramami cukru. Dodaje się dwie czekolady rozpuszczone ze stupięćdziesięcioma gramami masła, ubite białka z ośmiu białek i stoma gramami cukru, a potem mieszaninę stu stusześćdziesięciu gramów mąki, dwudziestu gramów skrobii z łyżką kakao i łyżeczką proszku do pieczenia. Ciasto piecze się przez godzinę w stuosiemdziesięciu stopniach. Po wystudzeniu przekraja się na pół, nasącza rumem i przekłada dżemem morelowym. Polewę robi się z czekolady, masła i śmietany. Przez podaniem trzeba trzymać trzy godziny w lodówce.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm