Kurdyjska szarlotka
Wiadomo, sąsiadów się nie wybiera. Mnie jednak trafił się sąsiad wyjątkowy. Jest tureckim Kurdem od kilkunastu lat mieszkającym w Polsce.
Poznaliśmy się, kilka dni temu, kiedy ja rozkoszowałem się promieniami majowego słońca na tarasie, a on w tym samym czasie, na swoim tarasie, bawił się z trzema półpolskimi córkami. Po krótkiej pogawędce, otrzymałem zaproszenie na jagnięcinę z grilla i kilka kieliszków tureckiej wódki - raki.
Dziś podejmowałem mojego sąsiada Feyyaza rewizytą.
Zrobić wrażenie grillem na Turku jest bez wątpienia zadaniem trudnym, a jeśli Turek ten jest szefem jednej z warszawskich stekowni, to musisz zdać sobie sprawę, że nie masz żadnych szans.
Na grilla wrzuciłem kurczaka marynowanego w jogurcie z przyprawami hinduskimi, kofty z indyka z kolendrą i imbirem, bakłażana, cukinię i placki naan. Na przekąskę przygotowałem bigos, a na deser, tiramisu że świeżych jaj z konstancińskiego targu.
Omówiliśmy szansę tureckiego Kaczyńskiego w odbywających się dziś tureckich wyborach, sytuację kobiet w naszych krajach, kuchnię i religię kurdyjską oraz najlepsze tureckie miejsca na wakacje.
Całe szczęście, że w ostatniej chwili zdecydowałem się na przygotowanie włoskiego deseru, bo po spróbowaniu szarlotki przyniesionej przez mojego kurdyjskiego sąsiada, musiałbym oddać walkowera.