私は日本食が大好きです
Najlepsze sushi zjadłem kilka lat temu w zatłoczonej knajpce przy ogromnym targu rybnym Tsukiji w Tokio.
Kiedy po odstaniu swojego w kilometrowej kolejce weszliśmy do środka, stojący przy wejściu Japończyk powitał nas dziewięćdziesięciostopniowym skłonem i samurajskim okrzykiem banzai, powtórzonym niezwłocznie przez pięciu sushimanów uwijających się za barem, przy którym zasiedliśmy, aby z bliska podziwiać japońską sprawność dłoni i technikę władania nożem.
Za plecami barmanów znajdowało się gigantyczne akwarium, wypełnione w połowie stworzeniami przypominającym ryby, a w drugiej połowie dziwactwami, co do których nigdy nie podejrzewałbym, aby zamieszkiwały naszą planetę.
Wystarczyło użyć wskazującego palca, aby pływający obiekt, na który akurat nabrało się ochoty, po kilku minutach znalazł się na twoim talerzu, wcześniej pozbawiony tchnienia i wszelkich niejadalnych części.
Barman dokonywał aktu morderstwa przy specjalnym stanowisku, odgrodzonym od ciekawskich oczy turystów półprzezroczystą szybą.
Zamówiłem zestaw sushi będący specjalnością zakładu i przyglądałem się z jaką wirtuozerią mój sushibarman go przygotowuje. Na talerzu znalazłem wyłącznie nigiri, bo w przeciwieństwie do warszawskich sushibarów w Japonii raczej nie serwuje się maków. Mimo skromnej formy mój zestaw prezentował niezwykłą treść: grillowany węgorz, japoński omlet, kalmar, makrela końska, prześwitująca krewetka, ikra łososia, seriola, tuńczyk pospolity, tuńczyk tłusty, rzodkiew, sardynka, ośmiornica, przegrzebek, jeżowiec i szczypior.
Przy okazji otrzymałem krótki instruktaż dla obcokrajowca: przed jedzeniem umyj ręce, sushi jedz palcami lub pałeczkami, w sosie sojowym zanurzaj a na języku kładź od strony ryby, a nie ryżu, jeśli konsumujesz pałeczkami, nie krzyżuj ich, ani nimi nie machaj, ani nie kieruj w stronę innych, nie mieszaj wasabi z sosem sojowym, jeśli lubisz na ostro, poproś sushimana, aby dał więcej wasabi pod rybę.
Wystarczy teorii. Przepis na moje, zeuropeizowane sushi wygląda następująco.
Ryż do sushi płuczę i odsączam. Łączę z zimną wodą w stosunku jeden do jeden. Doprowadzam do zagotowania ciągle mieszając, a potem zostawiam pod przykryciem na malutkim ogniu na dziesięć minut. Jak trochę przestygnie, dodaję ocet ryżowy, mieszam i czekam aż całkowicie wystygnie.
Omlet japoński z kilku rozbełtanych jajek z dodatkiem sosu sojowego smażę na patelni z niewielką ilością oleju metodą „zawiń, przesuń, dolej”. Krewetki smażę krótko na oleju maczając je wcześniej w rzadkim cieście z mąki i wody. Kroję ogórka, odrzucając środkowa część, mango, awokado i marynowana rzepę. Część łososia i tuńczyka smażę po 30 sekund z każdej strony na bardzo rozgrzanej patelni bez tłuszczu. Pozostałą część ryb kroję na małe kawałki na nigiri i dłuższe kawałki na maki. Przygotowuję też gładki serek, najlepiej California oraz surimi.
Wszystkie składniki układam na desce i kręcę, dając upust kreatywności.
Parę dobrych godzin trzeba poświęcić, ale efekt końcowy dla zmysłów i zdrowia jest za każdym razem nie do pobicia.