1/100

Mój blog

Awatar
Pierwszą część Avatara Cameron nakręcił, kiedy moja młodsza sikała w pieluchy. Zanim więc zabrałem ją do kina na część drugą zrobiliśmy sobie domowy seans z częścią pierwszą.

Popcorn, orzeszki, pozycja leżąca między jaśkami i pod kołderką, szeroka plazma i dźwięk dookólny w półmroku - w takich warunkach należy rozkoszować się wiekopomnymi dziełami.

Po trzech godzinach z wypiekami na twarzy, kiedy na ekranie pojawiły napisy końcowe, spojrzeliśmy się na siebie i w spontaniczny, żeby nie powiedzieć żołnierski sposób, wyraziliśmy swoje recenzje, używając tych samych słów, wypowiedzianych w tym samym momencie: "ja pierdolę".

Na seans w IMAX zabrakło biletów - widać, że część druga też idzie na rekord. A do tego musieliśmy pogodzić się z dubbingiem, który jak się później okazało, wcale nie był taki nieznośny. Najważniejsze, że oglądaliśmy wersję w 3D.

No i co to dużo mówić. Avatar w wersji morskiej zwala z nóg jeszcze bardziej niż w wersji leśnej.

To kolorowa i jaskrawa, dynamiczna i wciągająca baśń zrealizowana z niebywałą dbałością o szczegóły. A do tego opowiedziana niebanalnie i niepretensjonalnie.

Technika zastosowana przez Camerona, polegająca na kręceniu zdjęć realnych aktorów, a następnie transformowanie tych zdjęć za pomocą komputera, dała awatarom ludzkie tchnienie i naprawdę robi wrażenie.

Dla mnie jednak największą wartością filmu jest jego przesłanie. Cameron przekazuje je nienachalnie, z gracją.

To jest film o bezbronnej naturze, którą niektórzy nazywają ziemią, inni matką czy stwórcą, a jeszcze inni bogiem. O naturze, która nas wydała i której jesteśmy częścią i która powinna być dla nas źródłem wszelakiej siły, wiary i sensu. I którą, zamiast tego, niszczymy, odcinając gałąź, na której siedzimy.

W Avatarze mieszkańcom baśniowej planety Pandora udaje się uchronić swój dom przed zakusami nienasyconych ziemian, którzy po zniszczeniu swojego domu, szukają nowych terytoriów do złupienia na rubieżach wszechświata. Amerykańska superprodukcja nie może przecież nie zakończyć się happy endem.

Z niecierpliwością czekamy z Mają na trzecią część Avatara.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm