Mielony z marchewką
Nie ma żadnej wątpliwości, że spośród wszystkich mniej lub bardziej wyrafinowanych kuchni, tą najlepszą jest kuchnia mamina.
Moja Mama wprawdzie nie serwowała wyszukanych potraw, a jej repertuar zamykał się liczbą może kilkunastu pozycji, ale cóż to były za smaki. Zupa pomidorowa ze zbrylonym ryżem, mielony z marchewką z groszkiem i maślanym puree, bitki wołowe gotowane z kwaszonym ogórkiem i czerstwym chlebem, cynaderki z kaszą gryczaną, a od święta kurczak nadziewany mięsem z wątróbka i nacią.
Zazdroszczę wszystkim, którzy wzrastali w domach, w których strażnikiem dobrego jedzenia była babcia. Sam nie miałem tego szczęścia, bo pierwsza z moich babć odeszła zanim przyszedłem na świat, a drugą pamiętam tylko z wakacji, podczas których serwowała olszówki w przydomowego lasu smażone na maśle z własnej maselnicy z zsiadłym mlekiem, kaszankę z własnego wieprza i czerninę z krwi kaczek, które łaziły po gospodarstwie.
Moje dzieci miały więcej szczęścia i mogły wychowywać się na babcinej kuchni.
Co jednak sprawia, że ugotowane przez babcię smakuje, tak epicko - jakby to powiedziała moja najmłodsza?
Czy to przez to, że korzystają ze starych, zapominanych receptur? A może dlatego, że mają więcej wolnego czasu i cierpliwości? Albo dlatego, że same wychowały się w czasach, w których do jedzenia podchodziło się z większym szacunkiem, a karmienie było tożsame z troską, a nie nudnym obowiązkiem. A może po prostu dlatego, że nigdy nie zapominają doprawić sercem.
Kiedy upichcę coś swojej najmłodszej, to zawsze pytam ile punktów przyznaje mi za danie, a ile dałaby swojej babci. Muszę przyznać, że moje wyniki zwykle wypadają marnie.
Ale czy w ogóle babciom można dorównać w kuchni? Logika mówi, że kiedyś do cholery musi to nastąpić. Może trzeba się zestarzeć na dobre, albo przynajmniej przejść na emeryturę. Nie wiem.
Jedno wiem jednak na pewno. Poczucie, którego doznajesz, kiedy Twoje dziecko wcina z radością przygotowanego przez Ciebie mielonego z marchewką z groszkiem i maślanym puree nie ma sobie równych.