Gdyby nie było Rzymu, tedy by Kraków był Rzymem
Ledwo co zdążyłem zakochać się w Lublinie, który po trwającej niecały dzień wycieczce wskoczył od razu na drugie miejsce mojej listy najbardziej czarujących polskich miast, a wystarczył jeden weekend i mam poważny dylemat, czy na stare lata przeprowadzić się do Trójmiasta czy do Krakowa.]
Spędziłem tu w gronie starych znajomych raptem czterdzieści osiem godzin, ale liczbą miejsc, które odwiedziliśmy i knajp, które zaliczyliśmy można by spokojnie obdzielić tygodniowy wyjazd.
1. Veganik, to zdaniem mojej córki - eksperta od kuchni roślinnej, najlepsza wegańska Knajpa w Krakowie. Zjadłem tam wyborny krem ze szparagów, frytki z polentą i gulasz z boczniakowo-sejtanowy.
2. W położonym w jednej z piwnic przy samym Rynku Harris Piano Jazz Bar wysłuchaliśmy koncertu bluesowego, sącząc Jamesona.
3. Potańczyliśmy w legendarnym studenckim klubie Pod Jaszczurami. Panie nie płaciły za wstęp, a na parkiecie królowała Abba, Madonna i Kora.
4. Z kultowej Niebieskiej Nyski zjedliśmy kiełbaski z grilla z obowiązkową oranżadą. Do gościa, który sprzedaje te kiełbaski codziennie do trzeciej w nocy przy Hali Targowej przy Grzegórzeckiej niezmiennie od trzydziestu lat, walą tłumy z całej Europy.
5. Pierwszy wieczór zakończyliśmy wizytą w Pijanej Wiśni przy Grodzkiej 10. Mają tu tylko jedną pozycję w menu - Lwowską nalewkę - za to podawaną w kryształowych kielichach z mocno nawianymi wiśniami.
6. Następny dzień, tuż po obfitym śniadaniu z Biedronki, rozpoczęliśmy od Kompani Kuflowej u podnóża Wawelu. Przy wejściu stoi tam duża waga towarowa, za pomocą której warto sprawdzić ile zyskaliśmy na wadze podczas konsumpcji.
7. Z Wawelu na Planty przenieśliśmy się skrótem prowadzącym krętymi schodami, przez Smoczą Jamę, w której niegdyś zamieszkiwał smok wawelski, prowadzono karczmę i dom publiczny.
8. Pospacerowaliśmy po Krakowskich Plantach między stoiskami z watą cukrową i drewnianymi lajkonikami. Przy ziejącym ogniem smoku zjedliśmy oscypka z żurawiną.
9. Wdrapaliśmy się na szczyt wieży dzwonniczej na Wawelu, aby podziwiać największy i najsłynniejszy polski jedenastotonowy królewski dzwon Zygmunta.
10. W podziemiach Bazyliki Na Skałce obfotografowaliśmy krypty Mickiewicza, Słowackiego, Chopina i Piłsudskiego.
11. Strzeliliśmy kawkę w Piwnicy pod Baranami w literackim klimacie lat sześćdziesiątych, wśród zdjęć Skrzyneckiego, Demarczyk i Pendereckiego.
12. Na prawdziwą włoską pizzę poszliśmy tuż przy Rynku, do małej i trudnej do namierzenia pizzerii Santa Maria.
13. Finał Rolanda Garrosa obejrzeliśmy w Krawacie w pool barze na telebimach, przy piwie. Nie było wątpliwości, kto odbierze puchar, więc emocje udzieliły się nam dopiero wtedy, kiedy Idze grali hymn.
14. Wdrapaliśmy się na wieżę ratuszową z XV wieku, sterczącą pod adresem Rynek 1. Wieża ma 70 metrów wysokości, a jej zegar sterowany falami radiowymi wskazuje czas zgodny z atomowym wzorem czasu.
15. Zasiedliśmy na kawę w bodaj najpiękniejszym miejscu Krakowa, zwanym Zaułkiem Niewiernego Tomasza, w kawiarni Camelot z obrazami Nikifora i rzeźbami ludowymi. W jej uroczych wnętrzach funkcjonuje teatr Loch Camelot. Nie udało nam się jednak uświadczyć biletów na spektakl.
16. Zjedliśmy kolację we włoskiej restauracji Boccanera. Potrafią zrobić tam makaron frutti di mare.
17. Wieczorem powłóczyliśmy się po Kazimierzu, najpiękniejszej dzielnicy Krakowa, której klimatu nie da się porównać z niczym innym.
18. Kolejny nocny posiłek spożyliśmy przy kultowym okrąglaku, położonym w samym sercu Kazimierza. Zjedliśmy kumir, słynny krakowski przysmak - ziemniak ze śmietaną i dodatkami oraz zapiekanki.
19. Za radą taksówkarza z Ubera, na śniadanie udaliśmy się do Bazaar Bistro, przy okrąglaku. Taksówkarz miał nosa - śniadania mają fantastyczne, a jedyne do czego można się przyczepić to czas oczekiwania na stolik.
20. Warto zobaczyć Muzeum Podziemne usytuowane pod rynkiem, w którym ogląda się wykopaliska archeologiczne, na których zbudowano Kraków.
21. Odwiedziliśmy Starą Synagogę na Kazimierzu, w której znajduje się muzeum historii Żydów.
22. Byliśmy też w oddalonej nieco od centrum Fabryce Emalii Oskara Schindlera, dla mnie najlepszym krakowskim muzeum, opowiadającym o wojennej historii Krakowa.
23. Ostatni obiad zjedliśmy w Judah Street Market. To świątynia ulicznego jedzenia jakich pełno na Kazimierzu. Zjadłem tam bułkę z rwaną wieprzowiną krakowski przysmak w wersji z burakiem, czekoladą i gruszką.
Kraków jest magiczny i za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam pokazuje się z innej strony i zaskakuje. Nie zastanawiaj się dłużej i jedź do Krakowa!