Ośmiu strażaków
Najwięcej miejsca na moim blogu poświęcam jedzeniu, co dziwne nie jest, bo bez jedzenia, a zwłaszcza dobrego jedzenia, życie musiałbym uznać za niewarte funta kłaków.
Dotąd jednak nie odważyłem się popełnić recenzji restauracyjnej. Czas to zmienić.
Restaurację Otto Pompieri znalazłem w internecie. Nazwa od razu i przyjemnie kojarzy się z Włochami, chociaż w polskim tłumaczeniu „Ośmiu strażaków” nie brzmi już tak zachęcająco.
Lokal znajduje się w stolicy, w prestiżowej lokalizacji przy Placu Bankowym 1, w klasycystycznym budynku wzniesionym na początku XIX z przeznaczeniem na siedzibę Banku Polskiego i Giełdę.
Wnętrzne bezdyskusyjnie klimatyczne, przywołujące włoskie lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Na ścianach poutykane butelki z Campari i Limoncello, puszki z oliwkami, przecierem pomidorowym i butelki z oliwą extra vergine. W oknie ręczna krajalnica Berkel, wiszące szynki i oliwy smakowe z rozmarynem i papryczkami pepperoni.
Byliśmy obsługiwani przez młodą Ukrainkę, biegle operująca polskim, sympatyczną i uśmiechniętą, chociaż muszę przyznać, że nie otrzymałaby ode mnie zbyt wysokiej noty za umiejętność powiedzenia na temat dań czegoś więcej, niż można wyczytać w karcie. Na przypadłość tę cierpi niestety większość warszawskich knajp.
Najbogatszą sekcję karty stanowiło „pasta e risotto” z takimi klasykami jak spaghetti aglio olio e peperoncino, tagliatelle al gorgonzola, tagliatelle al ragu, ravioli ricotta e spinaci, czy gnocchi al tartufo. Mają też pizze, wśród których moją uwagę zwróciła mortadella tartufo, którą zjem tu następnym razem.
Zaczęliśmy od kieliszeczka likieru cytrynowego i kromki pieczywa z oliwą i pastą pomidorową na rozbudzenie kubków smakowych.
Potem karczochy podane na rukoli z sosem aioli. Miękkie w środku, słone i pieprzne, z chrupiącymi listkami. Niczym nie ustępowały oryginałowi na rzymskim Zatybrzu.
Focaccię podana nietypowo w postaci cienkiego ciasta, z rozmarynem, oliwą i solą. Dla niej samej warto tu przyjść.
Risotto con verdure grigliate z grillowaną cukinią, bakłażanem, papryką, chilli, czosnkiem, cebulą, pomidorkami cherry, rukolą, masłem, białym winem i parmezanem. Idealna kompozycja przygotowana z włoskim znawstwem.
Spaghetti aglio olio e frutti di mare z krewetkami, kalmarami, oliwą z oliwek, czosnkiem, chilli i parmezanem. Wyśmienite. Choć to jedyne danie, któremu nie daję 10 na 10 i muszę uszczknąć jeden punkt, bo we Włoszech jadałem lepsze.
Na słodko dostaliśmy deserowe trio, w którego skład wszedł włoski budyń, panna cotta i lody włoskie z mascarpone. Wszystko smakujące tak, jak smakować powinno.
Do tego karafka białego, domowego wina i po kieliszku limoncello na koniec.
Ceny przyzwoite. Za kolację dla dwóch osób zapłaciliśmy niewiele ponad dwieście złotych, co na tle warszawskich knajp z górnej półki nie wydaje się wygórowane.
Polecam Otto Pompieri. Ja będę tu wracał.