1/100

Mój blog

Ziemia obiecana
Homo sapiens rozpanoszył się na Ziemi. Kiedy rodził się Chrystus żyło nas na 250 milionów. Pierwszy miliard pękł na początku XIX wieku, drugi w latach trzydziestych XX wieku, a w XXI wiek weszliśmy liczbą około 6 miliardów Ziemian. Obecnie ludzka populacja powiększa się o miliard co około 12 lat. W przyszłym roku będziemy świętować przekroczenie 8 miliardów, a tuż po 2050 przebijemy psychologiczną barierę 10 miliardów człekokształtnych.

Nasza cywilizacja dokonała rzeczy wielkich. Odkryliśmy ogień, wymyśliliśmy koło i pismo, skonstruowaliśmy silnik parowy, nauczyliśmy się uprawiać ziemię, zbudowaliśmy fabryki, wymyśliliśmy szczepionki, antykoncepcję i in vitro, zbudowaliśmy komputer, stworzyliśmy internet, sieci społecznościowe i bitcoina, polecieliśmy w kosmos i stanęliśmy na księżycu, poniewierając i rozgrabiając przy tym naszą Ziemię, która poniosła wszystkie koszty tych zmian, odkryć i wynalazków.

Mimo naszej mądrości, umieramy w znaczącej mierze z powodu dwóch, zdawałoby się błahych, ale nieuleczalnych chorób. Pierwsza to bogactwo. Jej objawami są otyłość, brak ruchu i niezdrowe jedzenie. Druga to bieda. Jej objawami są brak dostępu do wody, lekarza i pracy. Na świecie mieszka obecnie 1.7 miliarda ludzi z nadwagą, a 0.8 miliarda to ludzie otyli. Jeden miliard ludzi nie ma dostępu do bezpiecznej wody pitnej, a z powodu głodu na świecie umrze w tym roku 8 milionów ludzi.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat spożycie mięsa wzrosło dwa razy i ciągle rośnie. Ziemianin zjada średnio 35 kilogramów mięsa rocznie - dwa razy więcej niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Najwięcej jedzą go Amerykanie – ponad 100 kilogramów na głowę rocznie, a mieszkańcy Unii Europejskiej - 70 kilogramów na głowę.

Zwierzęta hodowlane stanowią 60% biomasy wszystkich ssaków na ziemi, a ptaki hodowlane – 70% biomasy wszystkich ptaków. Chów zwierząt odpowiada za 16% emisji dwutlenku węgla do atmosfery i 44% emisji metanu. Jedna ferma licząca 5 tysięcy świń produkuje więcej odchodów niż 50-tysięczne miasto. Hodowla zwierząt jest największym źródłem zanieczyszczenia oceanów, przyczyną powstawania oceanicznych „martwych stref” i jedną z ważnych przyczyn zamierania raf koralowych. Hodowla zwierząt na świecie zużywa jedną dziesiąta zasobów wody pitnej. Na wyprodukowanie kilograma świniny potrzeba 20 tysięcy litrów wody, a wołowiny – nawet 50 tysięcy. Produkcja mięsa zajmuje 70% gruntów rolnych i 30% wolnej od lodu powierzchni Ziemi. Ogromne szkody dla środowiska powodują wyręby i wypalanie lasów pod uprawy pasz i pod hodowle.

Statystyczny mieszkaniec Ziemi generuje rocznie około 300 kilogramów odpadów. Polak – 350, Europejczyk 500, Duńczyk 700. Szacuje się, że do polowy XXI wieku liczba odpadów generowanych przez ludzi wzrośnie nawet o 70%. 37% ziemskich śmieci ląduje na legalnych wysypiskach, 33% trafia na składowiska nielegalne lub niekontrolowane, 19% procent odpadów jest odzyskiwane w procesach recyklingu i kompostowania, a pozostałe 11 procent jest spalane. 15 milionów ludzi na świecie zarabia nieformalnie na życie jako zbieracz śmieci.

Globalnie jedna trzecia żywności jest marnowana na różnych etapach jej produkcji i konsumpcji. Każdy Europejczyk marnuje rocznie ponad 150 kilogramów żywności. Polacy zajmują piąte miejsce w Europie pod względem marnotrawstwa. Statystyczny Polak wyrzuca jedną trzecią zakupionej żywności, czyli około 52 kilogramy rocznie. Zmarnowana żywność odpowiada za emisję 8% emisji gazów cieplarnianych, a 30% światowej powierzchni upraw służy wytworzeniu żywności, która skończy w koszu na śmieci.

Ludzie zużywają znacznie więcej zasobów niż Ziemia jest w stanie w naturalny sposób odnowić i emituje znacznie więcej odpadów niż Ziemia jest w stanie wchłonąć. Zużywamy równowartość 1,7 zasobów Ziemi. Mówiąc inaczej, gdybyśmy dysponowali 1,7 Ziem, to nasza konsumpcja byłaby zrównoważona z możliwościami odnawiania się tych Ziem. Gdybyśmy konsumowali jak Australijczycy lub Amerykanie – potrzebowalibyśmy 5 Ziem, jak Francuzi – 3 Ziemie, jak Chińczycy – 2 Ziemie, jak Hindusi 0,7 Ziem.

Ziemianie zużywają dziennie prawie pół miliarda megawatów energii. Jest to około 1.5% energii jaka codziennie dociera do Ziemi ze Słońca. Tej słonecznej energii nie potrafimy jednak wykorzystać. Globalnie w zużywanej przez ludzi energii tylko 15% pochodzi ze źródeł odnawialnych, a pozostałe 85% pozyskujemy z tradycyjnych źródeł energii, czyli ropy, gazu i węgla. Ich złoża powoli kończą się. Zasoby ropy wystarczą nam na 41 lat, gazu na 164 lata, a węgla na 405 lat.

Oceany stanowią 70% powierzchni Ziemi, ale woda słodka stanowi tylko 3% zasobów wodnych Ziemi, a tylko 1% nadaje się do picia. Amerykanin zużywa dziennie 400 litrów wody, Europejczyk 200 litrów, a Polak 160 litrów. Aby wyprodukować jeden T-Shirt potrzeba 1000 litrów wody, a jedną parę jeansów – 10.000 litrów.

Stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze rośnie w ostatnich latach w niespotykanym dotąd tempie. Naukowcy biją na alarm – nieuchronnie czeka na nas przyspieszenie zmian klimatycznych. Tak wysoka koncentracja dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze miała miejsce cztery miliony lat temu. Prawdopodobnie temperatura była wtedy wyższa o 2-3 stopnie, gwałtownie topniały lody na Antarktydzie i Grenlandii, a poziom mórz był wyższy o kilkanaście metrów. Ten scenariusz może się powtórzyć.

Czy proces degradacji naszej planety można zatrzymać?

Problem polega na tym, że ani państwa, ani rządy, ani zwykli obywatele nie są specjalnie zdeterminowani do wprowadzenia odważnych działań w celu ratowania planety.

Podczas ostatniej konferencji klimatycznej ONZ – COP26, w ubiegłym roku z trudem uzgodniono dokument końcowy. Niemal 200 państw zobowiązało się do stopniowego, ale zbyt łagodnego odchodzenia od paliw kopalnych, w tym węgla. Podjęte zobowiązania, które - jeśli zostaną dotrzymane - mogą ograniczyć globalne ocieplenie jedynie do 2.4 stopnia w stosunku do początku epoki przemysłowej. Zdaniem naukowców niezbędnym celem dla Ziemi jest 1.5 stopnia. Dopiero ten poziom uchroni nas przed poważnymi zmianami klimatu.

Z kolei rządy nie są skore do wdrażania rozwiązań ekologicznych, bo te zwykle wiążą się z niewygodą, kosztami albo przynajmniej koniecznością zmiany nawyków przez ich wyborców, co nie pomoże w utrzymaniu władzy na kolejną kadencję rządzących. Nieszczęściem działań ekologicznych jest to, że przynoszą efekt w dłuższej perspektywie, która zwykle znacznie wykracza poza bieżącą kadencję rządzących.

Nie rozumiem na przykład, czemu w Polsce nie możemy wprowadzić prostej ustawy, która w ogóle zabrania używania jakichkolwiek opakowań w sklepach. Pamiętam jeszcze dawne czasy, w których nikt nie myślał o ekologii i żeby kupić cokolwiek na targu trzeba było przynieść własną torbę lub opakowanie.

Wśród zwykłych ludzi ekologiczne podejście nie jest powszechne. Ludzie generalnie mają ekologię gdzieś i nie zamierzają zmieniać swoich nawyków ani rezygnować z wygody w imię walki o uratowanie Ziemi dla przyszłych pokoleń. Zdecydowana większość ludzi zacznie dbać o środowisko, segregować odpady, minimalizować zużycie opakowań, czy ograniczać spożycie mięsa dopiero wtedy, kiedy zostanie do tego zmuszona poprzez prawne regulacje wprowadzone przez rząd, a ten się wcale do tego nie kwapi.

Jedyne co może uratować Ziemię przed naszym rozpasaniem, konsumpcjonizmem i ekologiczną ignorancją jest nauka. O ile wymyśli sposób na produkcję żywności, który znacznie ogranicza ślad węglowy albo znajdzie tanią metodę na pozyskanie energii z nieograniczonych zasobów atomu lub Słońca. Póki co jednak nic nie wskazuje, aby miało to szybko nastąpić.

Tak jak w życiu jestem niepoprawnym optymistą, tak w przypadku przyszłości Ziemi nie wróżę nic dobrego. Może nie jutro ani za rok, ale nie spodziewam się, aby wydarzyło się coś co powstrzyma nas przed przepiłowaniem gałęzi, na której siedzi nasz ludzki gatunek.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm