1/100

Mój blog

Serce i męstwo
Jestem ostatnią osobą, która chciałaby za coś pochwalić Kaczyńskiego, ale uważam, że to dobrze, że odważył się pojechać na Ukrainę i osobiście wesprzeć Zełenskiego. Takie symboliczne gesty są absolutnie potrzebne i mają głęboki sens.

Nie chcę przy tym dywagować na temat prawdziwych intencji Kaczyńskiego, jakie stały za tą jego wizytą, chociaż jestem pewien, że były one niecne, a to że odważył się udać do kraju ogarniętego wojną nie zmienia absolutnie mojej jego oceny w odniesieniu do tego, co wyrządził Polsce swoją nienawiścią przez ostatnie siedem lat.

Natomiast wezwanie, które Kaczyński skierował do NATO z Kijowa w sprawie uruchomienia misji pokojowej w Ukrainie, trzeba jasno nazwać po imieniu: było idiotyczne.

I nie dlatego, że nie wolno nawoływać NATO do zaangażowania w tę wojnę, czego ja sam jestem gorącym zwolennikiem. Tylko dlatego, że Polska jest członkiem NATO i wezwania do NATO są wezwaniami do samego siebie. O zaangażowaniu NATO trzeba rozmawiać z innymi członkami sojuszu, a forum do tego są szczyty sojuszu i nieformalne spotkania z jego przywódcami. Inaczej to tylko puste słowa obliczone na wyborczy poklask. No ale Kaczyński z Morawieckim nie potrafią prowadzić poważnych rozmów, a do tego nikt poważny nie chce z nimi rozmawiać.

Wojna trwa już trzeci tydzień.

Tej wojny Putin nie wygra, bo jest na to za słaby. Jest jednak jednocześnie zbyt silny, aby dać się pokonać Ukraińcom, przy całym ich męstwie i setkom sztuk broni dostarczanej przez Zachód.

Putin nigdy nie zdobędzie Kijowa i nigdy nie złamie Ukraińców, niezależnie od tego, ile bomb zrzuci na ukraińskie miasta, ile dzieci zginie pod gruzami i ile ukraińskich kobiet zostanie zgwałconych przez ruską swołocz.

Ta wojna będzie trwać przez lata. Zachód będzie się jej przyglądał z boku, naiwnie licząc, że sankcje wykończą satrapę i dając Polsce i innym krajom graniczącym z Rosją ułudę poczucia bezpieczeństwa. Ruskie wojska będą okupować jedną trzecią terytorium Ukrainy, a pozostałą jej część nieustannie bombardować. Zresztą wojna Putina z Ukrainą trwa już osiem lat, tylko myśmy przez te lata udawali, że jej nie widzimy.

Istnieją wyłącznie trzy możliwe sposoby na zakończenie tej wojny. Pierwszy to śmierć Putina. Kiedyś to nastąpi. Drugi to odsunięcie Putina od władzy przez jego otoczenie. Mało prawdopodobne. Trzeci to odsunięcie Putina od władzy przez rosyjski naród w wyniku masowych protestów. Bardzo mało prawdopodobne.

Naszą wschodnią granicę przekroczyło już dwa miliony Ukraińców uciekających przed wojną.

Matki z dziećmi, które pojawiają się na polskich dworcach trafiają w ręce wolontariuszy. Oni wzięli na siebie całą logistykę związaną z pierwszymi godzinami i dniami ich pobytu w Polsce. Rząd kompletnie umył w tej sprawie ręce. Strażnicy graniczni zliczają przyjezdnych, a potem żadna państwowa służba już się nimi nie interesuje. Wolontariusze dają przyjezdnym ciepły posiłek, organizują pierwszy nocleg, potem szukają mieszkania na kolejne dni i pomagają znaleźć im pracę. Ci wspaniali ludzie robią to wszystko bez żadnej rządowej pomocy. To smutne.

Ukraińskie kobiety żyją nadzieją, że do Polski przyjechały tylko na chwilę. Że ta wojna zaraz się skończy, a one będą mogły wrócić do swoich domów i żyć dalej ze swoimi mężami, którzy obronią ich kraj przed najeźdźcą. Tak niestety nie będzie i to niezależnie od tego jak i kiedy ta wojna się skończy. Znaczna część, a może nawet większość uchodzących przed wojną nigdy nie powróci do domu.

Wolontariusze też nie myślą o tym co będzie za miesiąc, czy za rok. Oni pomagają tu i teraz. Z serca i empatii, które podobnie jak męstwo i wiara Ukraińców wydają się być bezgraniczne.

Ale środki, którymi dysponują woluntariusze kiedyś się skończą. Większość z nich będzie musiała wrócić do swoich zajęć, a ludzie, którzy udostępnili uchodźcom swoje mieszkania powie swoim nowym lokatorom, że nie może dłużej użyczać im swojego lokum. Jednocześnie granicę przekroczą kolejne miliony.

Rząd tymczasem zachowuje się tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji.

Rozpoczęcia nadawanie PESELI, przyznanie 500+ dla ukraińskich dzieci i wsparcie finansowe dla osób przyjmujących pod dach uchodźców są bardzo potrzebne, ale nie rozwiązują problemu. Polscy wolontariusze sami nie poradzą sobie z pięcioma milionami Ukraińców, zabraknie prywatnych mieszkań i nie znajdzie się wystarczająco wiele miejsc pracy dla przyjezdnych.

Dlatego polski rząd powinien niezwłocznie poprosić o pomoc Unię Europejską. Podobnie jak w 2015 roku o pomoc do Unii zwróciły się rządy Grecji i Włoch zalane półtoramilionową falą uchodźców z Bliskiego Wschodu.

Czemu rząd tego nie robi? Nie wiem.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm