Wojna trwa
Siedemnasty dzień wojny.
Ruska swołocz rzucona przez satrapę na Ukrainę zrównuje miasta z ziemią, strzela do starców i matek z dziećmi na rękach opuszczających swoje domy, zrzuca bomby na szpitale, morduje dzieci, gwałci kobiety i szabruje dobytek.
Celem barbarzyńców jest zdobycie Kijowa.
Zdezelowana i pozbawiona jakiekolwiek morale armia najeźdźcy coraz wolniej, ale z każdym dniem coraz dalej, porusza się w głąb Ukrainy. A im gorzej im idzie, tym bardziej stają się bestialscy.
Dzielni Ukraińscy bronią każdego centymetra swojej ziemi, wzbudzając podziw swoim męstwem, wiarą i niezłomnością, a ich Prezydent zawstydza rządzących całego świata, pokazując jak w najtrudniejszych dla narodu chwilach powinien zachowywać się prawdziwy przywódca.
Kilkuset najemników wysłanych przez Putina do Kijowa poluje na Zełenskiego.
Amerykanie ciągle nie mają odwagi, aby zaangażować się w obronę Kijowa. Finansują wprawdzie broń i udzielają logistycznego wsparcia, ale ich działania w gruncie rzeczy sprowadzają się do biernego obserwowania walczących Ukraińców, dziesiątkowanych cywilów i uciekających Ukrainek.
Największe w historii sankcje rujnują gospodarkę Rosji, ale póki co nic nie wskazuje na to, aby miały przynieść oczekiwany efekt i zmusić Putina do odstąpienia od agresji.
Europa gorączkowo poszukuje sposobu na wyplątanie się z uzależnienia od ruskiego gazu, ropy i węgla.
W udawanych negocjacjach pokojowych, wysłannicy Putina przedstawiają swoje trzy warunki na zakończenie operacji specjalnej, jak rozbrajająco nazywają tę wojnę. Pierwszy – Ukraina uznaje, że Krym jest ruski. Drugi – Ukraina uznaje niepodległość obwodu ługańskiego i donieckiego. Trzeci – Ukraina ogłasza, że nigdy nie wejdzie do NATO.
To tak jakby złodziej, który dzień wcześniej ukradł ci samochód, wtargnął do Twojego domu, zgwałcił Twoją żonę, a potem zaproponował, że może opuścić Twój dom, ale pod warunkiem, że uznasz, że samochód należy do niego, zgodzisz się, że zabierze ze sobą Twoja żonę i przysięgniesz, że nigdy nie pójdziesz na policję.
Ławrow, ruski minister spraw zagranicznych, pytany na konferencji prasowej, dlaczego Rosjanie zbombardowali szpital położniczy w Mariupolu, odpowiada, że była to świadoma decyzja ruskiej armii, bo szpital był okupowany przez Ukraińców. Zdjęcia rannych kobiet nazywa manipulacją medialną.
Polski rząd wprowadza Amerykanów w konsternację, kiedy ogłasza, bez żadnego wcześniejszego uzgodnienia, że jest gotowy do przekazania naszych trzydziestu Migów 29 do dyspozycji armii amerykańskiej z milczącym założeniem, że Amerykanie przekażą je Ukrainie. W zamyśle pisowskich strategów miało to pokazać światu, że my się Ruskich nie boimy i jesteśmy pierwsi do militarnej pomocy Ukrainie. Skończyło się jednak kompromitacją.
Duda przebrał się za męża stanu i udaje, że jest liderem antyputinowskiej koalicji. Jakby zapomniał, że jeszcze całkiem niedawno wspierał Putina, bo każdy kto podkopuje Unię Europejską, jedną z naszych najważniejszych gwarancji bezpieczeństwa, jest pomagierem Putina.
Dobrze, że przynajmniej z honorami przyjął wiceprezydentkę Stanów Zjednoczonych, która przyleciała w tym tygodniu do Polski, aby oddać szacunek Polakom wspierającym ukraińskich uchodźców. Kamela Harris długo nie zapomni słów wypowiedzianych przez Dudę na jej cześć: „Friend in need is a friend in dick”.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że europejska konwencja praw człowieka jest niezgodna z polską konstytucją. Idziemy więc ruską drogą. Oni też nie respektują wyroków Trybunału w Strasburgu. Widać jak na dłoni, że nasza wojenka z Europą będzie kontynuowana, mimo, że główny wojownik o wyzwolenie Polski z jarzma Unii – minister Ziobro – gdzieś się na czas ruskiej inwazji zaszył. Wygląda na to, że na zwycięstwo z Unią w walce o naszą suwerenność będziemy musieli trochę poczekać.
Morawiecki przekonuje, że urzędnikom państwowym potrzebne jest zapewnienie bezkarności w trudnych czasach wojny, żeby - jak to ładnie określił - nie musieli jak strażak ratujący dziecko z płonącego budynku, zastanawiać się, czy zostaną ukarani za zbicie szyby. Na szczęście trzech pisowskich posłów nieoczekiwanie idzie po rozum do głowy i zapis o bezkarności w ustawie o pomocy dla obywateli Ukrainy ląduje w koszu.
Na naszej białoruskiej granicy, za ciężkie pieniądze jest kontynuowana budowa muru, który ma zatrzymać uchodźców, których nie ma i nic nie wskazuje, żeby mieli się pojawić.
Fala uchodźców z Ukrainy od początku wojny przekracza półtora miliona osób – to więcej niż liczba uchodźców, którzy pojawili się w Europie w kryzysie uchodźczym w 2015 roku.
Większość z uchodźców znajduje się na terenie Polski.
Zwykli Polacy mocno angażują się w pomoc Ukraińcom. Oferują swoje mieszkania, kupują żywność i ubrania.
Samorządy i właściciele małych, średnich i dużych prywatnych firm finansują transport, leki, udostępniają budynki, magazyny i biurowce.
Przyjmowanie uchodźców na granicy koordynują woluntariusze z całej Polski.
Państwo nie angażuje się w pomoc. Całość działań leży na barkach prywatnych osób i samorządów, którym wkrótce skończą się środki i możliwości. A wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.
Połowa z tych uchodźców zostanie w Polsce na zawsze.
Morawiecki powinien natychmiast prosić Unię i cały świat o wsparcie.
Wojna trwa.