Piosenka jest dobra na wszystko
Kiedy rodzice zapgrejdowali mojego starego kaseciaka na nowiutki model Grundiga produkowanego przez Zakłady Radiowe Unitra imienia Kasprzaka, posikałem się ze szczęścia. Model RMS 451 miał dwa głośniki i nadawał w stereo. Zamykałem się wieczorami w pokoju, gasiłem światło i przez pół nocy nie mogłem oderwać ucha od tych krystalicznie czystych, jak mi się wtedy wydawało, dźwięków.
Pierwszą piosenką jaką nagrałem na moim nowym sprzęcie była „What"s Love Got to Do with It” Tiny Turner, która zadebiutowała na liście przebojów Trójki. Pamiętam jakby to było dziś. 18 sierpnia 1984 roku.
Listy Niedźwieckiego słuchałem namiętnie, od jej pierwszego notowania w kwietniu 82 roku, które wygrał Jon & Vangelis przepiękną piosenką „I will find my way home”. Na podium znalazły się jeszcze równie kultowe „O! Nie rób tyle hałasu” Maanam i „For Those about to Rock (We Salute You)” AC/DC.
Na któreś z urodzin dostałem od rodziców adapter Unitra Fonika WG 417 Stereo Lux. Był to bardzo prosty model z dwiema doczepianymi czerwonymi kolumienkami. Grał jednak wyśmienicie. Pamiętam jak w księgarni w Jeziornej – dziś jest tam Żabka, za swoje kieszonkowe kupiłem swoją pierwszą płytę. Była to składanka duetu fortepianowego Marek i Wacek. Zasłuchiwałem się nią godzinami, podobnie jak innym winylem wygrzebanym gdzieś na pchlim targu z muzyką do filmu Kabaret z 1972 roku z moją ukochaną Lizą Minelli.
Jeszcze w podstawówce, w piwnicy mojego bloku, w nieużywanej pralni zrobiliśmy sobie z dzieciakami z sąsiednich bloków osiedlowy klub, gdzie spędzaliśmy mnóstwo czasu na wygłupach, słuchaniu muzyki i tańcach. Królowało Maanam, Budka Suflera i Republika. Przy dźwiękach „Szału niebieskich ciał” po raz pierwszy całowałem się z dziewczyną.
Odkąd pamiętam, zawsze uwielbiałem Korę i Maanam. Gdybym miał zabrać na bezludną wyspę tylko jednego polskiego artystę, to byłaby to właśnie Kora, a gdyby pozwolono mi wskazać tylko jedną polską piosenkę to byłby to „Krakowski spleen”. Przechodzą mnie ciarki za każdym razem, kiedy jej słucham.
W czasach swojej pierwszej młodości przechodziłem przez okresy fascynacji różnymi artystami anglojęzycznymi i jestem w nich zakochany do dziś. Uwielbiam Stinga między innymi za jego „Brand New Day”, Madonnę za „Like a Virgin”, Electric Light Orchestra za “Secret Messages”, Orchestral Manoeuvres in the Dark za “Orchestral Manoeuvres in the Dark”, Bee Gees za “Horizontal”. A gdybym na bezludną wyspę miał zabrać tylko jeden jedyny album to byłby to chyba „So” Petera Gabriela.
Podczas studiów, mój serdeczny kolega z grupy, Maciek, który zawsze z pogardą patrzył na moje mało ambitne muzyczne wybory, próbując zawrócić mnie na dobrą drogę wręczył mi album „L.A. Woman” The Doors i kazał obiecać, że wysłucham go do końca. Obietnicę zrealizowałem i muszę przyznać, że warto czasami korzystać z podpowiedzi wujków „dobra rada”, a zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę.
Nie żebym się już gdzieś wybierał, ale mam także swoją playlistę na tak zwaną ostatnią drogę. Moi bliscy wiedzą, że ceremonia będzie musiała rozpocząć się od „My way” Franka Sinatry.
W ciągu ostatnich lat moimi największymi odkryciami muzycznymi są Michael Buble wykonujący covery innych wykonawców swoim oryginalnym, miękkim i ckliwym głosem oraz Adele, która na długo zniknęła, ale właśnie wróciła ze swoją nową płytą i piosenką „Easy on me”, która po prostu powala na kolana.
Na co dzień słucham i oglądam Eska TV, na której królują dziś Dua Lipa, Bieber, Katy Perry, Ed Sheeran, Shawn Mendes, Podsiadło, Zawiałow, Sanah, Bednarek, Sobel i Mata. Lubię wszystkich.
Muzyki słuchałem na kasetowych magnetofonie i adapterze, potem przeniosłem się na walkmana kasetowego, później przyszła era DVD, po niej pojawił się iPod, aż wreszcie przyszedł Spotify i wywrócił wszystko do góry nogami, uzależniając mnie od siebie ze współudziałem Googla, Facebooka, Netflixa, Kuchni TV, TVN24 i Gazety Wyborczej, bez których mój żywot byłby trudny do wyobrażenia.
Według Spotify, który jak co roku, tuż przed jego końcem przysłał mi wczoraj muzyczne podsumowanie 2021 roku, słuchałem muzyki średnio przez 45 minut dziennie, czyli dłużej niż 75% z ponad 200 milionów jego użytkowników na świecie. W 2021 roku moim najczęściej słuchanym artystą był Krzysztof Krawczyk, a piosenką - „Nie pytaj o Polskę” Obywatela GC.
Ze wszystkich przyjemnych rzeczy, które mi się przytrafiają w życiu muzyka jest jedną z najważniejszych, chociaż na podium zajmuje dopiero miejsce trzecie.
Bez muzyki można żyć, ale cóż to by było za życie.