1/100

Mój blog

Hipokryzja
Przyzwyczailiśmy się do pandemii. Ostatnie wzrosty zarażeń i zgonów na większości z nas nie robią żadnego wrażenia. Zarażeni umierają po cichu i w samotności. Ale dopóki nie dotknie to najbliższej nam osoby, wypieramy to z siebie, udajemy, że tego nie ma, wolimy myśleć, że życie toczy się tak, jak kiedyś.

Koronawirus spowodował w Polsce już ponad 124 tysiące nadmiarowych zgonów. W Europie daje nam to niechlubne, czwarte miejsce i dwunaste na świecie, po Rosji – 870 tysięcy, Stanach Zjednoczonych – 829 tysięcy, Brazylii – 678 tysięcy, Meksyku – 580 tysięcy, Iranie – 255 tysięcy, RPA – 229 tysięcy, Egipcie – 208 tysięcy, Peru – 206 tysięcy, Kolumbii – 152 tysiące, Włoszech – 146 tysięcy i Wielkiej Brytanii – 126 tysięcy. A gdyby dla tych dwunastu liderów światowego rankingu zgonów przeliczyć te liczby na liczbę mieszkańców, to awansujemy na miejsce piąte po Peru, Rosji, Meksyku i RPA.

To, na którym miejscu w światowych rankingach jesteśmy nie ma jednak żadnego znaczenia. Znaczenie ma te 124 tysiące niepotrzebnych śmierci. Nie wszyscy z tych zmarłych byli zakażeni, ale wszystkich zabił COVID. Część z nich zadusił, uniemożliwiając oddychanie, na część wydał wyrok rakiem lub inną współistniejącą chorobą, części zabrał łóżko w szpitalu, a jeszcze inną część sparaliżował strachem i odwiódł od wizyty u lekarza.

W ubiegłym roku byliśmy bezsilni. Na to paskudztwo nie było żadnego lekarstwa. Kiedy w styczniu pojawiły się szczepionki, wydawało się, że to początek szybkiego końca wirusa i że po wakacjach, zaczniemy zapominać, że coś takiego jak pandemia w ogóle się wydarzyło. Nic bardziej mylnego. Mamy listopad i niecałe 54% osób zaszczepionych. Jesteśmy w ogonie Europy, na trzydziestym piątym miejscu. Za nami już tylko prawdziwi maruderzy – Chorwacja – 47%, Serbia – 45%, Słowacja – 43%, Kosowo – 43%, Czarnogóra – 40%, Rumunia – 38%, Rosja – 38%, Macedonia – 38%, Albania – 33%, Białoruś – 27%, Bułgaria – 25%, Ukraina – 25%, Mołdawia – 23%, Bośnia i Hercegowina – 22%.

Dlaczego my Polacy, roztropny, zaradny, pełny troski o słabszych i empatyczny naród o pięknej, wielowiekowej tradycji, jesteśmy tacy niemądrzy? Dlaczego, widząc dookoła tyle cierpienia i śmierci, mając na wyciagnięcie ręki, darmowe, łatwo dostępne rozwiązanie, nie chcemy ochronić siebie i swoich bliskich?

Ludzie mówią często, że ich to nie dotyczy. Że są silni i zdrowi. A przede wszystkim, że są młodzi, a przecież wirus bierze się tylko za starszych. Oczywiście prawdą jest, że umierają głównie osoby starsze. Statystyki na ten temat są trudno dostępne, ale w Polsce w ubiegłym roku, wśród umierających na COVID ludzi poniżej 50 roku życia było mniej niż 10%. Jestem młody i silny więc nie umrę. Takie myślenie może i jest rozsądne, ale przede wszystkim jest egoistyczne. Jeśli nie ochronisz siebie będziesz roznosił wirusa i zarażał innych, starszych i słabszych od siebie. A jeśli trafisz do szpitala, to nawet jeśli nie umrzesz, bo w twoim wieku i przy twojej sile prawdopodobieństwo śmierci nie jest wysokie, to na jakiś czas zajmiesz łózko, które mogłoby uratować życie komuś bardziej tego potrzebującemu.

Ludzie mówią też, że nie mają pewności czy szczepionki są bezpieczne. Że sprawdzano je zbyt krótko i pochopnie. Że nie wiadomo czy nie mają jakichś efektów ubocznych. Nie mówię tu o antyszczepionkowych płaskoziemcach, bo tępakami w ogóle nie należy się zajmować. Mam na myśli tych, którzy czują zwykły, ludzki strach przed szczepionką i jej negatywnym wpływem na własne zdrowie i zdrowie swoich dzieci. Powiem im tak. Nie bójcie się. Wasz strach jest irracjonalny. COVID zabił już 3 Polaków z każdego tysiąca, a szczepionki przyjęło już ponad 3 miliardy ludzi na świecie, z których w wyniku powikłań po przyjęciu szczepionki umarła garstka, więc chyba rozsądniej zabezpieczać się przed wirusem niż przed szczepionką.

Szczepionka jest jedyną metodą na pokonanie wirusa. Metoda ta jednak zadziała dopiero wtedy, kiedy wszyscy lub prawie wszyscy zostaną zaszczepieni. Skoro jednak tak znaczna część ludzi nie chce się zaszczepić, to jedyną metodą na pokonanie wirusa jest zmuszenie do zaszczepienia tych, którzy zaszczepić się nie chcą. Teza powyższa wydaje się być logiczna, żeby nie powiedzieć oczywista, a mimo to trafia na ostry opór.

Są generalnie dwa sposoby na zmuszenie niechętnych szczepieniom do szczepień. Najbardziej radykalna metoda to wprowadzenie obowiązkowości szczepień z sankcją karną dla osób niestosujących się do przepisów. Druga metoda polega na zastosowaniu mniej lub bardziej upierdliwych sposobów uprzykrzających życie niezaszczepionym.

Obie metody w oczywisty sposób wpływają na ograniczenie wolności i praw ludzi. Kiedy jednak na jednaj szalce położy się ludzkie zdrowie i życie, a na drugiej wolność i prawa, to dla mnie nie ulega żadnej wątpliwości, że priorytetem jest to pierwsze. W większości krajów Europy takie myślenie zaczyna wygrywać i wprowadza się mniejsze lub większe obostrzenia dla niezaszczepionych. Jako pierwsza pełen lockdown dla niezaszczepionych wprowadziła Austria. Jeśli jesteś niezaszczepiony nie możesz opuszczać domu – z trzema wyjątkami: zakupy spożywcze, lekarz i praca, a za złamanie zakazu zapłacisz 500 EUR kary. Trochę dużo jak za wejście do siłowni czy do kina. Austria zapowiedziała też jako pierwszy kraj w Europie, wprowadzenie obowiązkowości szczepień od początku przyszłego roku.

Polska jako jedyny kraj w Europie nie wprowadziła dotąd żadnych obostrzeń dla niezaszczepionych. Nasz rząd przyjął strategię, której główny i jedyny punkt opiera się na założeniu, aby przeczekać i nie przeszkadzać ludziom w umieraniu. Wprawdzie PIS-owcy na jednej szalce także położyli zdrowie i życie ludzi, ale na drugiej znalazło się utrzymanie władzy przez kolejną kadencję. Co przeważyło – nietrudno się domyśleć. Nie dam się zwieść wypowiadanym przez nich bujdom o ochronie wolności i praw osób niezaszczepionych i jestem wkurzony na tych hipokrytów, bo jeśli jutro ja lub ktoś z moich bliskich zapadnie na poważną chorobę, to może zabraknąć dla nas szpitalnego łóżka.

© wangog.pl
Strony internetowe dla firm