1/100

Mój blog

Bez pasa ani rusz
Lanie od Taty dostałem raz. Była to krótka seria klapsów. Zupełnie nie pamiętam czy bolało, ani z jakiego powodu mi się oberwało. Natomiast bardzo dobrze pamiętam, jaki byłem tym przerażony. Nie samymi klapsami jednak, a wściekłością i emocjami, których nigdy wcześniej nie widziałem na twarzy ojca.

W stosunku do własnych dzieci siły użyłem raz – wobec najstarszego Mateusza. Miał może wtedy z 10, albo 11 lat. Zupełnie nie pamiętam, co przeskrobał i ile było tych klapsów. Pamiętam jednak bardzo dobrze, że chwilę po tej mojej ojcowskiej interwencji poczułem się okropnie i postanowiłem, że więcej tego nie zrobię.

Dyskusja o dopuszczalności klapsów jest stara jak świat. Zwolennicy tej metody wychowawczej najczęściej powtarzają, że dziecko nie wyrośnie na porządnego człowieka bez poczucia ojcowskiej ręki, że mój ojciec też używał pasa i dzięki temu jestem kim jestem, że klapsy sprowadzają dzieci na dobrą drogę, że bez pasa nie ma mowy o dyscyplinie, że klaps żadnemu dziecku jeszcze nie zaszkodził.

Dla mnie te argumenty są nic nie warte. Pasek i klapsy nigdy nie niosą za sobą niczego dobrego. To, że nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie używali paska, wcale nie oznacza, że my musimy. A siła do egzekwowania czegokolwiek jest najgorszym z możliwych narzędzi.

Klaps, nawet najlżejszy, jest zawsze objawem bezsilności rodzica. Oznacza, że rodzić nie radzi sobie, nie potrafi, nie umie, jest bezradny. Kiedy rodzic wymierza klapsa, to tak jakby mówił „poddaję się”, „nie wiem jak z Tobą rozmawiać”.

Klaps, nawet najmniejszy to działanie siłowe. Ludzie w żadnym wypadku, w relacjach z innymi ludźmi nie powinni używać siły. Jesteśmy istotami rozumnymi, które po to mają język, żeby nim rozwiązywać wszelkie kwestie. Siła w relacjach jest zła. Siła w stosunku do osoby słabszej jest zła podwójnie. A siła w stosunku do własnego dziecka jest zła potrójnie. Każdy klaps jest więc potrójnie zły.

Klaps jest zły także z tego powodu, że jest wymierzany w afekcie. Większość naszych działań prowadzonych w emocjach, jest odruchowa, nieprzemyślana i nastawiona na danie upustu. A przecież w relacji z dzieckiem powinno zależeć nam raczej na opanowaniu i osiąganiu dobrego rezultatu, a nie na wykorzystaniu dziecka na potrzeby upustu własnych emocji.

Niektórym wydaje się, że klaps to szybkie, proste i skuteczne narzędzie do korygowania nieprawidłowych zachowań własnego dziecka. Może się tak wydawać, kiedy rodzić widzi, że po paru razach dziecko odstępuje od robienia czegoś, czego rodzić sobie nie życzył. To złudne. Dziecko odstępuje od niepożądanego działania, bo nie ma innego wyjścia w obliczu siły silniejszego rodzica. A to rozwiązanie pozorne, a dla dziecka niezrozumiałe.

Klaps nie dość, że niczego nie rozwiązuje i niczego nie naprawia, to jeszcze wyrządza szkody w głowie dziecka. Dziecko, które otrzymuje klapsa dostaje od rodzica bardzo jasny przekaz zupełnie nie związany z tym, co chciałby osiągnąć rodzic. Ten przekaz jest mniej więcej taki: jeśli nie będę robił tego, czego ode mnie chcą, to i tak wyegzekwują to siłą. Czyli jeśli nie chcę, żeby bolało, to muszę się dostosować. Strach jest skuteczny, może jednak zostawić w głowie dziecka zły ślad.

Rodzice często mówią, że ich dzieci są nieznośne, nie słuchają się, są niezdyscyplinowane. Oraz, że pozostaje im jedynie klaps, aby nad tym wszystkim zapanować. Myślę, że warto uświadomić sobie, że to jakie są nasze dzieci, to w stu procentach efekt naszych działań oraz naszych zaniechań. Jeśli dziecko jest nieznośne, to nie dlatego, że takie się urodziło. Ono jest takie, za nasza sprawą, za sprawą naszych błędów. Ten klaps wymierzony dziecku bardziej należałby się nam samym, za to, że dopuściliśmy, aby dziecko stało się nieznośne.

Dla mnie klaps wymierzony przez rodzica, to dowód na to, że nie potrafił lub nie chciał rozmawiać ze swoim dzieckiem. Z kim jak z kim, ale z własnym dzieckiem naprawdę warto rozmawiać.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm