1/100

Mój blog

Żegnaj Unio
Prawnicza miernota, udająca sędziego i wiernopoddańczo realizująca polecenia swojego pryncypała ogłosiła dwa dni temu, że traktaty o Unii Europejskiej są niezgodne z naszą konstytucją. Nie trzeba być prawnikiem, żeby dostrzec w tym ogłoszeniu manipulację szytą grubymi nićmi.

Podstawą Unii Europejskiej, zapisaną w traktatach jest pierwszeństwo prawa UE nad prawem krajowym państwa członkowskiego, czego Polska była świadoma dołączając do Unii w 2004 roku. Gdyby na poważnie przyjąć ogłoszenie Przyłębskiej, które kwestionuje ten fundament funkcjonowania UE, to jego naturalną konsekwencją powinno być niezwłoczne opuszczenie UE.

Ani traktaty o Unii, ani nasza Konstytucja nie ulegały znaczącym zmianom od naszego wejścia do Unii, nie licząc traktatu lizbońskiego podpisanego przez Lecha Kaczyńskiego, więc cóż takiego się zadziało, od naszego wejścia do UE, że dziś traktaty te przestały być zgodne z naszą Konstytucją? Ano stało się jedno, UE zaczęła za bardzo przeszkadzać Kaczyńskiemu.

Ostatnio akolici Kaczyńskiego dwoją się i troją, żeby przekonać Polaków, że pogłoski jakoby Zjednoczona Prawica wyprowadzała Polskę z UE są wyssane z palca, a w mediach trwa dyskusja czy Kaczyński chce wyjść z UE czy też nie. Dyskusja ta nie ma najmniejszego sensu, ponieważ Kaczyński nie chce Unii opuszczać. On zwyczajnie musi z niej wyjść, bo doszedł do wniosku, że Unia nie pozwoli mu zrealizować jego planów związanych z utrwaleniem jego autorytarnej władzy.

Unii Kaczyński nie lubił nigdy. Według jego średniowiecznego światopoglądu Unia jest pozbawiona zasad, odeszła od religii, nie szanuje rodziny, zalewa nas lewactwem, seksualizuje nasze dzieci, zmusza nas do przyjmowania uchodźców, a do tego każe nam akceptować ludzi o innych orientacjach. Kaczyński cynicznie kwestionuje naszą przynależność do zachodniej cywilizacji i manipuluje ludźmi, udając, że istnieje jakaś trzecia droga gdzieś pomiędzy Unią a ruskim wschodem.

Jedyne, do czego Kaczyński potrzebuje Unii to forsa. Jak się jednak okazuje, nie za wszelką cenę. Kiedy Unia zamknęła kurek z 700 miliardami złotych dla Polski na odbudowę po covidzie, z obozu władzy zaczęły płynąć sygnały, że my tych pieniędzy właściwie nie potrzebujemy, że sobie bez nich doskonale poradzimy – my przecież, jak mówi prezes NBP - na pieniądzach śpimy.

Jeśli zatem Kaczyński doszedł do wniosku, że i pieniędzy z Unii nie potrzebuje, to w sytuacji, w której Unia tak bardzo zalazła mu za skórę, przeszkadzając w demontażu sądownictwa, wstawaniu z kolan i rozkradaniu kraju, rzeczywiste opuszczenie Unii może mieć miejsce już wkrótce.
Został już tylko jeden mały problemik. Tym problemikiem jest Kowalski, który w swoim małym miasteczku jeździ po piwo ścieżką rowerową, przy której wisi tabliczka o dofinansowaniu z Unii i chociaż piweczko finansuje z 500+, to może nie zrozumieć decyzji o opuszczeniu Unii. Myślę jednak, a nawet jestem przekonany, że ten drobny problemik można stosunkowo łatwo rozwiązać poprzez dosypanie gotówki, której mamy przecież w bród, do naszej narodowej Kurwizji na zintensyfikowanie działań idących w kierunku ujawnienia prawdziwej twarzy UE.

I jeśli Kaczyński rzeczywiście wyprowadzi nas z Unii, to odbędzie się to dzięki Tobie, drogi czytelniku tego posta.

Z dużym prawdopodobieństwem należysz do tych 80% Polaków, którzy popierają naszą obecność w Unii, a pewnie i do tych, którzy nigdy nie głosowali na Kaczyńskiego. Cóż z tego jednak? Oddanie głosu przeciwko Kaczyńskiemu raz na cztery lata to za mało. Głosów na Kaczyńskiego jest ciągle więcej i nic nie wskazuje na to, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić. To także za mało na to, aby powstrzymać Kaczyńskiego przed wyprowadzeniem nas z Unii. Jeśli sądzisz, że Donald Tusk, który powrócił na białym koniu do polskiej polityki będzie w stanie coś z tym zrobić, to mylisz się – nie będzie. Mylisz się także, jeśli uważasz, że tę sprawę powinna rozwiązać opozycja – nie rozwiąże.

Tylko Ty możesz coś z tym zrobić.

I żeby była jasność. Nie namawiam Cię do poświęceń jakich dokonywali nasi dziadowie w walce z zaborcą, czy nasi ojcowie w walce z komuną. Nie namawiam Cię także do wstępowania do partii politycznych, ani nawet do pisania płomiennych postów na fejsie. Wystarczy, że zaczniesz przychodzić na pokojowe manifestacje. Wystarczy Twoja obecność. Nie musisz prezentować transparentów z hasłami, ani wznosić okrzyków. Po prostu bądź. Jutro, 10.10.2021 na placu Zamkowym w Warszawie, o godzinie 18:00. I w innych polskich miastach.

Parafrazując słynny wiersz „Kiedy przyszli…” Martina Niemoellera, niemieckiego pastora luterańskiego, teologa i działacza antynazistowskiego, więźnia Dachau, powiedziałbym tak.

Kiedy rozpierdzielali radiową Trójkę – nie protestowałem. Słucham przecież Zetki.
Kiedy kazali kobietom rodzić martwe płody – nie protestowałem. Nie jestem przecież kobietą.
Kiedy chcieli zamknąć TVN – nie protestowałem. Ja przecież oglądam Netflixa.
Kiedy podważali traktaty unijne – nie protestowałem. Przecież nie chcieli wyjść z Unii.
Kiedy wyszli z Unii, nikt nie protestował. Było za późno.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm