Zakochaj się w Gdańsku
Weekendowy wypad z przyjaciółmi uda się wszędzie, to oczywiste. Jeśli jednak jako cel wybierzesz najpiękniejsze polskie miasto, to będzie to wyjazd bajeczny.
Na dwa tygodnie przed wyjazdem, biletów na intercity nie udało się już kupić i skazani na Tanie Linie Kolejowe, bez wagonu restauracyjnego, suchy prowiant z sałatką ziemniaczaną i kanapkami z hummusem musieliśmy zorganizować we własnym zakresie.
Trzy i pół godziny minęły jak z bicza strzelił za sprawą miłego towarzystwa małżeństwa spod Słupska wracającego z wakacji na Cyprze i kilku partyjek kierek zakrapianych Jaegermaistrem i Retsiną.
Pierwsze kroki po rozlokowaniu się, skierowaliśmy do Kościoła Świętej Brygidy, z bursztynowym ołtarzem, patriotycznymi epitafiami z brązu, nad powstaniem których osobistą pieczę przez prawie czterdzieści lat sprawował kapelan Solidarności, pozbawiony funkcji proboszcza w związku z seksualnym wykorzystywaniem dzieci.
Potem pokonaliśmy 409 schodków prowadzących na taras widokowy znajdujący się u szczytu Bazyliki Mariackiej, największej średniowiecznej świątyni z cegły na świecie i zatopiliśmy się w unikalnym klimacie starego miasta, spacerując pomiędzy straganami z bursztynową biżuterią.
Kolacja w Tawernie Dominikańskiej nad Motławą z tatarem z bałtyckiego łososia, dewolajem z dorsza, chrustem śledziowym, zupą rybną i gorzką żołądkową.
Sobotę spędziliśmy w muzeach. W Muzeum II Wojny szukaliśmy ingerencji naszej władzy w prawdę historyczną, w muzeum Poczty Polskiej podziwialiśmy bohaterskich obrońców poczty, a w Muzeum Bursztynu oglądaliśmy największe wykopaliska z bałtyckich plaż.
W międzyczasie raczyliśmy się gdańskimi brukowcami - najbardziej znanym tutejszym smakołykiem, burgerami z rwaną wieprzowiną i grzanym winem.
Kolację zjedliśmy w Słonym Spichlerzu, eleganckiej nadrzecznej hali gastronomicznej z międzynarodowymi restauracjami, gdzie zjada się ramen, sushi, tacos, pad thai i pierogi ruskie.
Kulminacją naszego wyjazdu był spacer po Monciaku w promieniach październikowego słońca i wizyta w moim ukochanym barze Przystań. Tatar z łososia, smażone szprotki, śledź po kaszubsku, dorsz po grecku, zupa rybna, halibut z pieca.
Trójmiasto rządzi.