1/100

Mój blog

Mateuszek kłamczuszek
Polska przegrywa z wirusem. Służba zdrowia jest na skraju wydolności, panuje chaos informacyjny i decyzyjny. Rząd zaniechał prowadzenia wielu niezbędnych i krytycznych działań, a zamiast tego prowadzi szereg działań, których prowadzić nie powinien. Premier, który ponosi osobistą odpowiedzialność za ten stan rzeczy, manipuluje faktami i świadomie lub nieświadomie (co za różnica) przedstawia nieprawdziwy obraz sytuacji a zamiast działać, w głównej mierze oddaje się propagandzie sukcesu, przekonując naokoło, że najlepiej w Europie dajemy sobie radę z koronawirusem.

Spójrzmy na twarde fakty.

Po pierwsze. Jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem liczby wykonywanych testów. Na 27 państw Unii Europejskiej gorzej od nas wypada tylko Bułgaria. W Polsce wykonano dotąd około 170 tysięcy testów na milion mieszkańców, podczas gdy w najlepszym Luksemburgu 2,1 miliona, najbardziej poszkodowanej pierwszą falą Hiszpanii – 470 tysięcy, najludniejszych Niemczech – 330 tysięcy. W Polsce wykonuje się głównie testy reaktywne – to znaczy poddaje się im ludzi, którzy mają objawy choroby, a prawie w ogóle nie wykonuje się testów przesiewowych – to znaczy ludziom zdrowym. Dlatego też odsetek pozytywnych testów wynosi 30%, 40% a nawet 50% (według danych z wczorajszego dnia wykonano 42 tysiące testów, a wykryto 16 tysięcy przypadków pozytywnych, co oznacza 38% pozytywnych przypadków). Światowa organizacja zdrowia podaje, że wirus przestaje się rozszerzać, wtedy, kiedy liczba pozytywnych testów wynosi około 5%. Wykonując testy tylko osobom posiadającym objawy trudno osiągnąć taki wskaźnik. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po drugie. NFZ płaci laboratoriom wykonującym testy na COVID 280 złotych za wykonanie jednego testu, czyli ponad trzy razy więcej niż w Niemczech. Główny problem nie polega jednak na tym, że testowanie to intratny biznes, a na tym, że państwo bardzo pobieżnie kontroluje laboratoria, nie bada jakości prowadzenia testów, a zgodę na uruchomienie laboratoriów podejmuje w nieprzejrzystych i niejasnych okolicznościach. Bulwersujący przypadek z ostatnich dni – Justyna M. jednoosobowo wydająca opinię dla Ministerstwa Zdrowia czy laboratoria mogą rozpocząć badania, została zatrudniona w jednym z nich jako konsultant z pensją 30 tysięcy złotych. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po trzecie. Od początku epidemii, dane dotyczące liczby pozytywnych testów COVID są przekazywane przez laboratoria do powiatowych stacji Sanepidu, które przesyłają je do Głównego Inspektora Sanitarnego i na podstawie informacji od niego Ministerstwo Zdrowia w trybie codziennym publikuje liczbę osób zarażonych na COVID w Polsce. Michał Rogalski, zdolny dziewiętnastolatek z Torunia, stworzył własną bazę zarażeń, zasilaną danymi publikowanymi przez powiatowe Sanepidy i odkrył, że zbierane przez niego dzienne liczby zarażeń nie zgadzają się z rządowymi danymi. Różnice narastały od pewnego czasu, by w szczytowym momencie, 23 listopada, osiągnąć wartość 22 tysięcy. Ministerstwo Zdrowia podało tego dnia, że liczba zarażeń wynosiła około 15 tysięcy, a według danych zebranych przez Michała Rogalskiego było to 37 tysięcy, czyli grubo powyżej progu, jaki rząd ustalił dla wprowadzenia narodowej kwarantanny! I co robi nasz rząd, aby poradzić sobie z takim nieprofesjonalizmem w działaniu jego agend? To proste. Od 25 listopada powiatowe Sanepidy zaprzestają publikacji danych. Teraz już nikt nie będzie w stanie sprawdzić poprawności danych, a rząd będzie mógł nieskrępowanie kształtować statystyki zarażeń. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po czwarte. Rząd oparł decyzje o zamrażaniu i odmrażaniu gospodarki na liczbie zarażeń. Przyjęto na przykład, że narodowa kwarantanna zostanie wprowadzona, kiedy liczba zarażeń będzie oscylować przez 7 dni na poziomie 27-29 tysięcy, a kiedy wartość ta wróci to 9.400 w całej Polsce zaczną znów obowiązywać zasady czerwonej strefy. W rzeczywistości liczba zarażeń nie powinna być decydującym wskaźnikiem badanym przez rząd. Nie wiemy jaki procent osób zarażonych jest hospitalizowanych, nie wiemy jaki procent osób hospitalizowanych trafia na oddział intensywnej opieki zdrowotnej, nie wiemy jaki procent osób trafia pod respirator, nie znamy żadnych danych w poszczególnych szpitalach o liczbie chorych, liczbie łózek, liczbie respiratorów, itd. Rząd publikuje codziennie ogólnopolską liczbę łóżek, respiratorów i osób w kwarantannie, ale dane te niewiele mówią i nie dają prawdziwego obrazu sytuacji. Nie ma żadnej rządowej i ogólnodostępnej bazy z informacjami na temat koronawirusa, tak jak to robi się w innych, cywilizowanych krajach. Jedyne informacje są publikowane przez Ministerstwo Zdrowia na Twitterze. Jak zarządzać pandemią, jeśli nie wie się nic na jej temat? Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po piąte. Odnoszę wrażenie, że rząd zupełnie zapomniał, że ludzie w Polsce choruję także na inne niż COVID choroby. Rząd nie mówi nic na temat zmian w dostępności pozacovidowej służby zdrowia dla Polaków. Jak zmieniła się liczba chemioterapii w stosunku do roku poprzedniego. Ile wykonuje się operacji wycięcia raka? Jak zmienił się średni czas oczekiwania na SOR? Ile czeka się dziś na operację wycięcia kamieni? Czy ktoś to obserwuje, mierzy? Jeśli tak, to jakie są wnioski? Czy to, że rząd na ten temat nic nie mówi, oznacza, że nie dzieje się nic niepokojącego, a może sprawy wyglądają źle, a może nawet fatalnie, ale rząd to zataja? A może po prostu rząd się tym w ogóle nie zajmuje, bo zatrudnia dyletantów, nie ma czasu, albo ma wszystko w dupie? Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po szóste. Rząd nie wspiera lekarzy, pielęgniarek, salowych w tych trudnych dniach. Jeden z ministrów, ten od wyborów pocztowych, pozwolił sobie nawet niedawno na wyrażenie opinii, że lekarze są za mało zaangażowani. Sejm uchwalił niedawno ustawę, która podnosi o 100% wynagrodzenia lekarzy walczących na pierwszej linii z COVID (w rzeczywistości chodzi o lekarzy delegowanych do pracy przy COVID przez wojewodów). Rząd daje w tej sprawie do zrozumienia, że pozostałych lekarzy, którzy pracują w „normalnej” służbie zdrowia, ma po prostu gdzieś. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po siódme. Rząd nie zauważył, że pandemia zaczęła zabijać Polaków na potęgę. I nie chodzi tu o tych, którzy umierają będąc zarażonym wirusem w momencie śmierci. Chodzi o ogromny wzrost wszystkich zgonów z jakim mamy do czynienia. Rząd zdaje się jednak tego nie widzieć. Dane na ten temat zbiera Główny Urząd Statystyczny, ale nie publikuje ich na swoich stronach internetowych na bieżąco, tylko wysyła z miesięcznym opóźnieniem do Eurostatu, czyli urzędu statystycznego Unii Europejskiej. Z danych tych można wyczytać, że w październiku 2020 roku (dokładnie od 5 października do 1 listopada) zmarło w Polsce o 15 tysięcy osób więcej, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, co stanowi wzrost o 47%. Wśród umierających w tym okresie Polaków (45407 zgonów), tylko 7% było zarażonych koronawirusem. Wynik 47% procent daje nam zdecydowane prowadzenie w Europie. Na drugim miejscu pod względem przyrostu całkowitej liczby zgonów są Czechy – przyrost 27%, potem Belgia – 27%, Hiszpania – 24%, Malta – 22%, Lichtenstein – 19%, Bułgaria - 19%, Węgry – 18%, Holandia - 16%, Litwa – 16%, Islandia – 16%, Francja 15%, Austria – 12%, Słowacja – 11%, Portugalia – 11%, Chorwacja – 11%, Szwajcaria – 9%, Wielka Brytania 5%, Łotwa 4%, Estonia 1%. Dlaczego rząd o tym nie mówi? Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po ósme. Rząd pozostawił niecovidową służbę zdrowia samej sobie. Zabrał etaty i infrastrukturę, którą przesunął na rzecz walki z koronawirusem. Nie wydano jednak ani złotówki na niecovidową służbę zdrowia, nie wprowadzono żadnych działań osłonowych, lekarze, pielęgniarki i salowe nie otrzymali żadnego wsparcia, przy znacznie większej liczbie zadań i mniejszej liczbie łózek. Efekt? 15 tysięcy zgonów w październiku. A ilu osobom stan zdrowia się pogorszył? Ilu osobom odwołano operację? Nikt tego nie wie, bo nikt tego nie bada. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po dziewiąte. Rząd chwali się, że buduje szpitale zapasowe na czarną godzinę. Ta czarna godzina, zdaniem rządu jeszcze na przyszła. I dlatego 1200 miejsc na szpitalu narodowym stoi pustych. A w tym samym czasie 15.000 Polaków umiera między innymi z braku wolnych miejsc w szpitalach. Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Po dziesiąte. Decyzje rządu dotyczące wprowadzania i zdejmowania obostrzeń nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Zakaz wstępu do lasu. Zamykanie siłowni z powodu niskich sufitów. Zamykanie kin, teatrów, restauracji, ale pozostawienie otwartych kościołów. Godziny dla seniorów, zamiast choćby czasowego otwarcia handlu w niedziele. Zamykanie stoków narciarskich, po to, by je po dwóch dniach otworzyć, ale bez możliwości skorzystania z hotelu. Kumulacja ferii zimowych dla wszystkich uczniów. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? Za ten stan rzeczy odpowiada Morawiecki.

Chce mi się płakać.
© wangog.pl
Strony internetowe dla firm