Czemu się dziwisz?
Pomijając tych, którym jest wszystko jedno albo mają wszystko gdzieś, my Polacy, potrafimy o kościele mówić tylko na dwa, przeciwstawne sposoby.
Jedni nawołują do obrony kościoła przed zakusami sił lewackich, które chcą zniszczyć nasze wielowiekowe tradycje, rodzinę i cywilizację.
Drudzy chcieliby wyprowadzić religię ze szkół, a hierarchów najpierw wykastrować, a potem puścić z torbami.
Niestety żyjemy w kraju, w którym większość kwestii jest widziana wyłącznie w dwóch kolorach, co dodatkowo, od pięciu lat, mocno wspiera miłościwie nam panująca władza, która z polaryzacji i dzielenia na czarnych i białych zrobiła swój główny wyborczy oręż.
W naszej ponadtysiącletniej historii kościół katolicki często zapisywał się niechlubnie, ale równie często pokazywał swoją wielką pozytywną siłę. Dla mnie, największą historyczną przewiną kościoła, której konsekwencje ponosimy do dziś, jest ugruntowanie patriarchalnego porządku naszej cywilizacji, z drugiej jednak strony trzeba oddać kościołowi, że na wielu zakrętach naszej trudnej historii dawał tak potrzebną nadzieję, siłę i wsparcie.
Historia ma jednak znaczenie drugorzędne. Ważniejsze jest to, co dzieje się dziś. A dziś kościół katolicki trawi dotkliwa choroba. Jej objawy to niedostrzeganie zmieniającego się świata, bratanie się z władzą, uprawianie polityki, rozpasanie i pedofila, a skutki to spadek autorytetu i pustoszejące kościoły.
Z tych wszystkich przykrych objawów, najwięcej emocji budzi pedofilia. Ale nie ona sama stanowi największy problem kościoła. Największym jego problemem jest jej ukrywanie, udawanie, że z nią walczy, usta pełne frazesów i brak działań. Pedofilii prawdopodobnie nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować wśród księży. Chodzi jednak o to, aby z nią walczyć z całą stanowczością i konsekwencją. Działać, a nie mówić. Dziś kościół udaje, a nie działa.
Moim zdaniem jedynym skutecznym rozwiązaniem tego problemu jest likwidacja celibatu. Święty Paweł, urodzony w pierwszej dekadzie po Chrystusie, zwany Apostołem Narodów pisał: „Dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę”, a raporcie na temat seksualności Polaków z 2002 autorstwa profesora Lwa Starowicza czytamy „[celibat] ...wiąże się z uruchomieniem mechanizmów obronnych i zachowań zastępczych, które mają negatywny wpływ na duchownych i ich relacje z wiernymi. Wymienia się najczęściej: idealizowanie lub deprecjonalizowanie kobiet, kompensacyjne dążenie do zaszczytów, bogactwa i uznania, brak poczucia rzeczywistości i znajomości codziennego życia wiernych, niechęć do świeckich i wywyższanie się nad nimi, rozbudowanie teologii grzechu, obsesji antyseksualnych, faryzeizmu i obłudy, tłumienie seksu prowadzące do zaburzeń zdrowia, nadmiernego zainteresowania sprawami seksu u wiernych, zachowań zastępczych (homoseksualnych, pedofilnych) itd.” oraz „według badań zachodnich orientację homoseksualną ujawnia do 22% księży, 80% masturbuje się, pedofilię rozpoznano u 2% badanych księży”.
W ostatnich dniach wybuchła kolejna bulwersująca sprawa. Wygląda na to, że osobisty sekretarz naszego Papieża, tuszował pedofilię w kościele i nie informował lub nienależycie informował Papieża o tych sprawach. Prymas Polski wzywa do powołania watykańskiej komisji, która miałaby wyjaśnić sprawę Dziwisza.
Ta komisja oczywiście niczego nie wyjaśni. Jedynym rezultatem jej działań będzie wniosek, że kardynał Dziwisz o niczym nie wiedział, ponieważ nie zajmował się tymi sprawami.
Dla mnie w tej sprawie nie jest istotne, czy Dziwisz ukrywał, czy nie ukrywał doniesień o pedofilii ani czy przekazywał czy nie przekazywał Papieżowi właściwy obraz sytuacji.
Znacznie ważniejsze i prawdziwie wstrząsające jest to jaką postawę w tej sprawie przejawia ten, jeden z najwyższych hierarchów polskiego kościoła. Oglądałem długi wywiad jakiego udzielił jednej z telewizji oraz wysłuchałem fragmentów jego rozmów telefonicznych z dziennikarzami tej samej telewizji. W jego wypowiedziach nie ma ani trochę pokory. Nie ma żadnej empatii w stosunku do ofiar. Dziwisz nie przeprasza. Nie chce wziąć żadnej odpowiedzialności. Odcina się. Zamiast tego użala się, że tylko w Polsce możliwe jest, aby tak traktować - jak to określa - „pokornego sługę Papieża”.
Ja nie spodziewam się, ani nie oczekuję, że Dziwisz wyjaśni te sprawy, powie jak naprawdę było. Wydaje mi się jednak, że od biskupa Krakowa, można oczekiwać odrobiny pokory, empatii i odpowiedzialności. W moim przekonaniu, to co mówi Dziwisz dyskwalifikuje go nie tylko jako biskupa, czy księdza ale przede wszystkim jako człowieka.
Nasuwa się pytanie czy sprawa Dziwisza, obciąża naszego Papieża? Myślę, że absolutnie nie. I nie piszę tak, tylko dlatego, że o naszym Papieżu, w naszym kraju, wolno mówić wyłącznie dobrze, czyli tak, jak o osobie świętej. Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, a więc zasadnicze lata pontyfikatu Jana Pawła, to w kościele katolickim na całym świecie festiwal skrywanej pedofilii, której świadectwa wychodzą na jaw w ostatnich latach w wielu krajach. Wierzę, że nasz Papież nie popełnił grzechu zatajania, tuszowania, czy wypierania się seksualnych przestępstw hierarchów kościoła. Jeśli jednak nawet nic o tym nie wiedział, to obciążą go to, że jako głowa kościoła nie orientował się, nie miał pojęcia co dzieje się w kościele. To grzech zaniechania, niefrasobliwości, braku troski. Ja absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że to dyskwalifikuje naszego Papieża, albo że należy mu odebrać miano świętego. Papież był, jest i będzie dla mnie jednym z największych Polaków i bezsprzecznym autorytetem, mimo, że na jego wizerunku widnieją rysy, mimo, że i on popełniał grzechy, mimo, że nie potrafił dostrzec, że kościół, na którego stał czele, wymagał gruntownej naprawy.
Myślę, że w polskim kościele dzieje się bardzo źle i nic nie wskazuje na to, aby to miało się zmienić.
Ja jestem katolikiem. Być może nienazbyt gorliwym i zbyt rzadko praktykującym.
W swoim życiu spotkałem wielu fantastycznych księży, z których biło prawdziwe powołanie i gorąca wiara, której nigdy nie narzucali innym, którzy potrafili rozmawiać ludzkim językiem, dla których najważniejszym posłaniem było służyć innym.
Dziś nie widzę takich księży. Być może są w kościele, ale ich głos się nie przebija i nie liczy. Zamiast tego widzę kościół pełny pychy, niezainteresowany drugim człowiekiem, polityczny i niemy w naprawdę ważnych sprawach, kościół, który po równi pochyłej stacza się do przepaści.
Nie chcę takiego kościoła. Wypisuję się z niego.