Izolacja - czy to działa?
Mija kolejny tydzień izolacji milionów ludzi na świecie. Przygnębia mnie, że wygląda na to, iż w obronie i walce z tym niewidzialnym najeźdźcą izolacja to jedyna broń jaką dysponujemy.
Zadaję sobie jednak pytanie, czy ta broń działa. Izolacja jak największej liczby ludzi ogranicza rozprzestrzenianie się choroby. To oczywiste. Im bardziej ograniczamy nasze kontakty, tym liczba zarażeń korona wirusem jest mniejsza. Mi jednak chodzi o coś innego – czy izolacja jest w stanie pokonać wirusa, to znaczy spowodować, że zniknie. Na to pytanie odpowiedź jest również oczywista. Izolacja w stylu chińskim zabija wirusa. No bo jeśli zamknie się każdą fabrykę i sklep, a ludzi pozamyka w domach i zaspawa im drzwi wyjściowe, ta każdy wirus w skończonym i to niedługim czasie nieuchronnie skazany jest na śmierć, czasami zabierając ze sobą swojego nosiciela. Mówiąc krótko chińska izolacja ma stuprocentową skuteczność w walce z wirusem.
A jak to jest z naszą polską, czy też europejska, a może lepiej powiedzieć, cywilizowaną formą izolacji. Czy ona jest skuteczna w walce z wirusem? Odpowiedź jest również oczywista. Nie jest. Nasza cywilizowana metoda izolacji jest absolutnie skuteczna w ograniczaniu szybkości rozprzestrzeniania się epidemii, ale w ogóle nie jest skuteczna w walce z nią, to znaczy nie prowadzi do eliminacji wirusa. Wystarczy spojrzeć na statystyki zachorować i zgonów w poszczególnych „cywilizowanych krajach” w powiązaniu z terminem wdrożenia izolacji. W Polsce od trzech tygodni jesteśmy izolowani, a jednocześnie krzywe zarażeń nie spadają – przeciwnie rosną. Gdyby izolacja eliminowała wirusa – krzywe te musiałyby opadać. Owszem , gdyby nie izolacja liczby zakażeń i zgonów były większe – nie kwestionuję tego. Uważam, że nasza polska metoda izolacji ogranicza rozprzestrzenianie się wirusa, ale w żaden sposób go nie eliminuje.
Dlaczego tak się dzieje. Przyczyny są proste. Główna przyczyna polega na tym że spora część naszego kraju funkcjonuje normalne. W większości działają fabryki, zakłady pracy, przemysł, budownictwo, bo tylko nieznaczna część z nich może pozwolić sobie na prace zdalną. Działa także spora część usług – na przykład banki, warsztaty samochodowe, ubezpieczalnie, czy sklepy itd. Mimo, że we wszystkich tych miejscach są stosowane różnego rodzaju ograniczenia, które utrudniają ekspansję wirusowi, to nie oszukujmy się – wirus ma tamw ciąż spore możliwości do rozprzestrzeniania się.
Drugi powód to sama natura człowieka – nie tylko Polaka, ale i Europejczyka, czy Amerykanina. Jak powiedział kiedyś Stefan Kisielewski – najgorsze nie jest to, że jesteśmy w czarnej d**pie, najgorsze jest to, że się w niej urządzamy. Ludzie bardzo szybko przyzwyczajają się do nowej, trudnej rzeczywistości i znajdują swoje metody do radzenia sobie z nią. Kolejne zakazy powodują chwilową dyscyplinę, ale już po kilku dniach są przez ludzi obchodzone. Owszem większość ludzi stosuje się do obostrzeń, ale jak mawiał włoski ekonomista i socjolog Markiz Vilfredo Pareto – dwadzieścia procent działań daje osiemdziesiąt procent efektów.
Czy ja zatem namawiam do jeszcze większej izolacji. Absolutnie nie. Wprost przeciwnie. Uważam, że cywilizowana metoda izolacji nie pokona wirusa, a kolejne obostrzenia nie mają sensu. Nie tylko nie pokonamy wirusa tą bronią, ale jako efekt uboczny – doprowadzimy do katastrofy najpierw gospodarczej, a za chwilę społecznej – spowodowanej brakiem środków do życia przez wielu ludzi. Rządy państw poważnie zaatakowanych koronawirusem z naiwnością wyczekują, aż wprowadzone przez nich obostrzenia i izolacje zabiją wirusa. Otóż chcę donieść, że nie zabiją. Ograniczą siłę z jaką ten wirus się rozprzestrzenia, a zabiją gospodarkę, a w konsekwencji ludzi. To trochę tak, jakby leczyć się lekarstwem, które zmniejsza kaszel i katar, ale go nie eliminuje, ale jako efekt uboczny zabija pacjenta. Jakiś sens to ma, bo przecież pacjent umiera z mniejszym kaszlem.
Moim zdaniem jedyne podejście dla ludzkości to natychmiastowe odstąpienie od „cywilizowanych” metod izolacji i zastąpienie ich chińskim modelem izolacji, ale tylko w stosunku do ludzi poważnie zagrożonych koronawirusem, czyli starszych i schorowanych.
Ja nie mam pewności czy to zmienione podejście zabije wirusa. Wiem jednak, że uratuje gospodarkę. A z koronawirusem, może po prostu świat powinien nauczyć się żyć.