Czy Duda wygra ?
Czas zarazy zawsze daje punkty poparcia rządzącym. Ludzie szukają wtedy zewsząd wsparcia i ratunku i wzrost zaufania do nich jest czymś naturalnym.
Doradcy Dudy odnotowali, że po spadkach z początku roku, po wybuchu epidemii, słupki poparcia prezydenta przekraczają 50% i nie można przepuścić szansy, jaką dał koronawirus na zwycięstwo w pierwszej turze. Dlatego, mimo iż cały świat zamyka, odwołuje, zakazuje wszystkiego co można zamknąć, odwołać i zakazać, to w Polsce nie zostanie wprowadzony stan klęski żywiołowej, bo z automatu wiązałoby się to z odwołaniem wyborów.
Doradcy Dudy myślą zapewne jakoś tak: jeśli epidemia uderzy w Polskę ze znacznie większą siłą niż dziś, to nie będziemy mieli wyjścia, wprowadzimy stan klęski, wybory zostaną z automatu przesunięte i nikt nie będzie pamiętał, że broniliśmy bezsensownie terminu 10 maja. A jeśli wirus nie zaatakuje zbyt mocno – idziemy z wyborami w zaparte.
Czy ta strategia może być skuteczna? Moim zdaniem – nie. Przeciwnie, ta strategia gwarantuje Dudzie, że jego kończąca się kadencja, będzie jego ostatnią.
Istnieją trzy scenariusze wyborcze: pierwszy to stan klęski żywiołowej ogłoszony przed 10 maja i wybory przesunięte na 90 dni po jego zakończeniu, drugi – wybory odbywają się 10 maja w trakcie epidemii i trzeci – korona wirus odpuszcza przed 10 maja.
W scenariuszu pierwszym ludzie będą głosować w sytuacji, kiedy od końca epidemii upłynie już trochę czasu. Duda będzie wprawdzie przez sporą część społeczeństwa postrzegany jako przywódca, który przeprowadził nas przez kataklizm i poparcie dla niego będzie zapewne większe niż przed wybuchem epidemii. Myślę, jednak, że włączy się inny mechanizm. Ten sam, który miał miejsce w przypadku premiera Wielkiej Brytanii po drugiej wojnie światowej. Winston Churchil, wielki i niekwestionowany przywódca, który uchronił wyspy przed inwazją nazistów, miał ogromne poparcie swojego narodu, a mimo to przegrał pierwsze wybory po wojnie. Nie dlatego, że ludzie przestali go wielbić, ale dlatego, że chcieli zapomnieć o wojnie i po prostu potrzebowali zmiany.
W scenariuszu drugim, głosowanie odbędzie się w warunkach panującej epidemii. W tym scenariuszu prezydent ma bezdyskusyjnie największe poparcie i to takie, które zapewnia mu wybór w pierwszej turze. Aby jednak wygrać, Ci którzy go popierają muszą oddać na niego głos. Oczywistym jest, że w sytuacji epidemii ludzie raczej zostaną w domach, frekwencja wyborcza będzie bardzo niska, a zasadnicze pytanie brzmi: kto „bardziej” zostanie w domu: ci, którzy popierają Dudę, czy Ci którzy są mu przeciwni. Moim zdaniem, mimo, że tych popierających będzie więcej, to odsetek wśród nich, który pozostanie w domu będzie większych niż wśród tych, którzy go nie popierają. Wynika to z tego, że wyborcy Dudy boją się zarażenia wirusem bardziej niż jego przeciwnicy.
W scenariuszu trzecim, wybory odbywają się świeżo po ustąpieniu koronawirusa. Prezydent dysponuje jeszcze wyższym poparciem niż w scenariuszu pierwszym, ale ludzie jeszcze mocniej niż w scenariuszu pierwszym pragną zapomnieć o epidemii i chcą zmian. W tym scenariuszu, mimo wysokiego poparcia Duda przegrywa.
Co zatem powinien zrobić prezydent Duda, aby uratować swoją drugą kadencję, skoro w każdym z trzech możliwych scenariuszy przegrywa. Moim zdaniem, powinien wygłosić takie mniej więcej oświadczenie. „Rodacy. W świetle tej strasznej epidemii, która zaatakowała nasz świat i nasz kraj wprowadzam stan wyjątkowy. Wybory prezydenckie zostają odwołane, a cała swoją energię będę od tej chwili wkładał w walkę z wirusem”. Takie podejście prezydenta nie zapewniłoby mu oczywiście zwycięstwa – niezależnie od terminu wyborów, ani nie spowodowałoby, że ja oddałbym na niego swój głos. Pomyślałbym jednak, że zachował się jak prawdziwy prezydent.