Covid okiem matematyka
Nie jestem lekarzem, więc nie mogę i nie chcę wypowiadać się o wirusie z medycznego punktu widzenia. Wiem jednak co nieco na temat liczb i statystyk, więc spróbuję spojrzeć na temat z perspektywy matematyka.
Czy jest się czego bać? To oczywiste, że tak. A co jest źródłem naszego strachu. Ten strach nie wynika z niewiedzy ? jak w przypadku, kiedy przed naszym domem, wieczorową porą pojawi się tajemnicza postać w kapturze i nie wiemy jakie może mieć intencje. Ten strach nie wynika także z wiedzy ? jak w przypadku, kiedy w naszym pokoju, na wakacjach znajdziemy grzechotnika, wiedząc, jak trujący jest jego jad. Źródłem tego strachu jest wszechobecny strach wokół nas. Media trąbią, aby nie ruszać się z domu, rząd codziennie rozgłasza, że najgorsze przed nami, a nasi bliscy znajomi na naszą niezapowiedzianą wizytę zareagowaliby panicznym ?NIE? przez zamknięte drzwi. Żeby było jasne ? moją intencją nie jest krytykowanie postawy ani mediów, ani rządu, ani znajomych. Przeciwnie ? ja w pełni rozumiem te postawy, a moją intencją jest jedynie próba znalezienia racjonalności naszych postaw w liczbach.
Światowa organizacja zdrowia (WHO) ogłosiła tydzień temu, że mamy do czynienia z pandemią. W Wikipedii czytam, że pandemia to epidemia, czyli stan zachorowań w liczbie większej niż oczekiwana, dotyczący szczególnie dużego rozmiaru, na dużym obszarze obejmującym kraje, a nawet kontynenty. Trochę ta definicja nieprecyzyjna. Dla mnie, laika w tej dziedzinie, używającego tak zwanego zdrowego chłopskiego rozumu, aby chorobę zakaźną nazwać pandemią, powinny być spełnione dwa warunki: pierwszy to zagrożenie dużej liczby ludzi na świecie, a drugie to śmiertelne zagrożenie, przez co rozumiem, że choroba zabija znaczny odsetek osób zarażonych. Słynna Hiszpanka z początku XX wieku zabiła 50 milionów ludzi i dlatego z całą pewnością można nazywać ją pandemią. Ale już dobrze znanej nam grypy, pandemią nazwać się nie da. Grypa bez wątpienia spełnia pierwszy warunek pandemii ? ?zagrożenie znacznej liczby ludzi?, ale drugiego warunku - ?śmiertelne zagrożenie? już nie spełnia. W Polsce na przykład (według PZH) od 15 marca 2019 do 15 marca 2020 grypą zaraziło się (lub było podejrzanych o zarażenie) prawie 5 milionów ludzi, a zgonów z powodu grypy zanotowano 90.
A jak to wygląda w przypadku koronawirusa. Nie ma wątpliwości, że spełnia pierwszy z warunków. Z warunkiem drugim jest jednak pewien problem. Nie znamy jego prawdziwej śmiertelności, to znaczy nie wiemy ile osób umarło ?na korowirusa?. Wprawdzie codziennie dowiadujemy się o rosnącej liczbie zgonów ?na koronowirusa?, ale warto zadać sobie pytanie, czy podawane liczby rzeczywiście określają ile osób umarło na te chorobę. A może one mówią o liczbie osób zmarłych, które w momencie śmierci miały koronawirusa, niezależnie od prawdziwej przyczyny ich śmierci?
Ja się zastanawiam, czy jeśli do szpitala zgłasza się pacjent, który jest w zaawansowanym stanie nowotworowym i który zaraził się koronawirusem, a po tygodniu w szpitalu zmarł, ewidentnie z powodu nowotworu, a nie koronowirusa, to czy ten przypadek będzie zaraportowany w światowej statystyce jako śmierć z powodu koronowirusa, czy też zostanie pominięty w tych statystykach? Jeśli zostanie zaraportowany jako zgon z powodu koronawirusa ? to czy nie jest to przypadkiem wprowadzanie opinii publicznej w błąd i zawyżanie śmiertelności tej choroby.
Popatrzmy na to w ten sposób. Na te 5 milionów Polaków, którzy zarazili się grypą w ciągu ostatniego roku zapewne kilkadziesiąt tysięcy umarło i w momencie śmierci było zarażonych grypą. Jednak z jakichś powodów, tych zgonów nie zakwalifikowano jako zgony z powodu grypy. I wydaje się to słuszne, bo prawdopodobnie w przypadku grypy lekarze podają przyczynę zgonów zgodną z rzeczywistością. Czy w przypadku koronowirusa jest tak samo? Myślę, że nie. Wydaje mi się, a raczej jestem pewny, że liczby zgonów to nie liczby ofiar koronowirusa tylko liczby osób, które zmarły mając zdiagnozowanego koronawirusa w sobie w momencie śmierci.
Od początku epidemii (stan na dzień 18 marca) Niemcy zaraportowały, że koronawirusem zaraziło się u nich 7.156 osób, a zmarło z jego powodu 13 osób. W tym samym czasie Włosi podali, że u nich liczby te wynoszą odpowiednio: 31.506 i 2.505. Oznacza to, że na 1.000 zarażonych osób wirus zabija w Niemczech 2, a we Włoszech 80 osób.Jak wytłumaczyć tę ogromną różnicę?
Różnica ta mogłaby wynikać z tego, że Włochy zostały zaatakowane inną, bardziej zabójczą odmianą tego wirusa. Nie wydaje mi się jednak, że w tak bliskiej odległości czasowej i terytorialnej byłoby to możliwe. No to może wynika to z różnicy jakości służby zdrowia pomiędzy tymi krajami? Bez wątpienia służba zdrowia stoi na wyższym poziomie w Niemczech niż we Włoszech ? ale nie jest lepsza od włoskiej aż czterdziestokrotnie i nawet Niemcy nie potrafią powstrzymywać śmierci. No to może do włoskich szpitali zgłaszają się zarażeni, którzy są w cięższym stanie niż w Niemczech. Ten argument również wydaje mi się wątpliwy, bo nie widzę powodu, aby wirus wybierał swoje ofiary we Włoszech inaczej niż w Niemczech. W takim razie jak wytłumaczyć tę różnicę?
Ja widzę tylko jedno wytłumaczenie. Niemcy podają liczby zgonów spowodowanych koronawirusem, a Włosi liczby zgonów osób, które miały koronawirusa. Innymi słowy w Niemczech umarło więcej osób zarażonych koronowirusem niż to zostało podane, ale Niemcy podają liczbę zmarłych tylko tych, dla których przyczyną był koronawirus, a nie inne schorzenia. A Włosi podają liczbę osób, które w momencie śmierci miały koronawirusa. To zasadnicza różnica, prawda? Warto zwrócić uwagę, że podobnie jak Włosi raportuje Sudan, Gujana, Gwatemala, San Marino i Algieria. A podobnie jak Niemcy: Portugalia, Austria i Norwegia. To oczywiście wyłącznie moja hipoteza. Informacji jej potwierdzającej nie udało mi się nigdzie znaleźć.
Rodzi się zatem pytanie: jaka jest rzeczywista śmiertelność koronawirusa ? taka jak raportują Niemcy ? 0.2%, czy taka jaką raportują Włosi ? 8%. To jest kluczowa sprawa. Gdyby ta śmiertelność była na poziomie wskaźnika niemieckiego, to ja bym uznał, że nie mamy do czynienia z pandemią, tylko zwykłą grypa. Jeśli jednak prawdziwa śmiertelność byłaby na poziomie włoskim, czyli 8% zarażonych umrze ? to mamy jako świat prawdziwy problem.
Warto też zauważyć, że na początku marca szef WHO podał cztery różnice pomiędzy grypą, a koronawirusem. Pierwsza różnica, według szefa WHO, polega na tym że grypa się łatwiej rozprzestrzenia, druga, ze koronawirus ma cięższy przebieg, trzecia, że śmiertelność korona wirusa to 3.4%, a grypy poniżej 1% i czwarta wreszcie, że rządy i media mają inne podejście do obu chorób. Sprawdziłem skąd wzięła się liczba 3.4%. Była to liczba wynikająca z zaraportowanych przez kraje świata liczby zgonów podzielona przez liczbę zarażonych. Na dziś liczba ta wynosi 4,04%. Czy ona odzwierciedla prawdziwą śmiertelność tej choroby. Śmiem twierdzić, że nie.