Kierunek Italia
Pierwszy postój w drodze na tegoroczne narty postanowiliśmy zrobić w połowie trasy.
Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem, więc oprócz austriackiego piwa przed snem nic nie dało się już zdziałać.
Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od zwiedzania pałacu Schonbrum. Mają tu polskiego lektora w słuchawkach, dzięki czemu można bardzo dokładnie prześledzić tragiczne życie Franciszka Józefa i cesarzowej Sisi.
Po wizycie w pałacowych komnatach, wskoczyliśmy do hop-on-hop-off-busa. Wyglądający na lubiącego dobrze zjeść kierowca, okazał się sympatycznym Polakiem i polecił nam, gdzie zjeść, jego zdaniem, najlepszego w mieście wiener-schnitzla. Więc po kilku autobusowych okrążeniach centrum miasta zasiedliśmy z moimi dziewczynami w Cafe Landtmann. Przed sznyclem nie dało się nie wziąć rindzupy, a po nim trudno było sobie wyobrazić, aby nie zjeść wiedeńskiego apfelstrudla w waniliowym sosie.
Wieczorem słuchaliśmy Mozarta i Strausa w kameralnej oprawie pianina, fleta, dwojga skrzypiec, altówki, kontrabasu i wiolonczeli, a do tego sopranistki i pary tancerzy. Taka turystyczna pigułka największych przebojów dla turystów.
Teraz sączymy wino, oglądamy Dextera. A jutro przed nami druga część podróży do słonecznej Italii.
Po trzech dniach drogi dotarliśmy do celu naszego wyjazdu. Miejscowość, której nazwa zdradza wysokość, na jakiej jest położona, nazywa się Marilleva 1400 i leży nad doliną Val di Sol.
Nasz hotel, a raczej ośrodek, okazał się być cudem architektury lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, od pięćdziesięciu lat nie mogącym doczekać się remontu. To prawdziwy, ośmiopoziomowy kombinat położony w środku lasu ze stacją gondoli na dachu. Łatwo się tu zgubić. Żeby dojść z naszego pokoju do basenu trzeba użyć trzech wind. Ale jak już się tam dotrze, to wracają wspomnienia z dzieciństwa: obowiązkowy czepek i majtki "w serek" oraz psychopatyczny ratownik ani na chwilę nieprzestający używać gwizdka.
Włoska obsługa nie radzi sobie z językiem używanym przez większość gości. Wyjątkiem jest podstarzały didżej, który podczas dyskotek specjalnie dla naszych ziomali śpiewa nieco już tracące myszką "będę brał Cię w aucie" i "jesteś szalona".
Many już drugi dzień zajefajnch, bezchmurnych nart za sobą. Popijam właśnie kolejne bombardino w drodze powrotnej do bazy. Włoskie picie i jedzenie oraz narty zdecydowanie umacnianią swoje pozycje (drugie i trzecie) w moim osobistym rankingu najlepszych rzeczy, którymi chciałbym wypełnić swoje życie.
Tegoroczne narty zakończone.
Jak co roku nie odbyło się bez przygód na stoku. W tym roku Maja nabrała zbyt wielkiej pewności siebie i zajechała drogę polskiemu równolatkowi. Jemu nic się nie stało. Maja złamany obojczyk, ale bez przemieszczenia. Było dużo płaczu, ale włoscy specjaliści z trauma-ķliniki szybko opanowali sytuację. Zamiast gipsu, gorset usztywniający. Perspektywa dodatkowych czterech tygodni ferii z ipadem przed telewizorem potrafi poprawić nastrój mojej córki w kilka sekund.
Zgodnie ze starą, chyliczkowską tradycją, po powrocie z nart należy zacząć witać wiosnę. Wprawdzie nie specjalnie widać oznak jej nadejścia - może z wyjątkiem ożywienia naszej Finy - tym niemniej postanowiliśmy upiec pierwszą w tym roku pizzę w naszym ogrodowym piecu. Mąkę, oliwki, parmezan i oliwę zakupiliśmy we Włoszech. A mozarellę, salami i szynkę w konstancińskim Lidlu.
No cóż. Włosi niech przyjeżdżają do Chyliczek na nauki.
Przepis na ciasto na pizzę.
Mąka tortowa 450 – jeden kilogram. Wystarczy na 6 dużych pizz bardzo cienko rozwałkowanych. 60 gram świeżych drożdży. 500 ml wody ciepłej (nie gorącej). Trochę wody odlewamy dodajemy do drożdży. Dodajemy też 2 łyżeczki cukru, troszkę mąki i czekamy aż drożdże zaczną pracować (pojawi się piana). Do mąki dodajemy 4 łyżki oliwy. Dodajemy prawie całą wodę i pracujące drożdże. Mieszamy trochę. W reszcie wody rozpuszczamy 3 łyżeczki soli i też dodajemy do ciasta. Zagniatamy ciasto. Zostawiamy na 2 godziny do wyrośnięcia. Dzielimy na 6 kul. Z każdej robimy 1, cieniutką pizzę. Można przygotować naraz ciasto na 9 pizz, przemnażając wszystkie składniki przez półtora – ale to maksimum ilości ciasta które da się naraz wygnieść rękami.
Przepis na sos do pizzy.
Proporcje wedle uznania. Na sporej ilości oliwy podsmażyć kilka ząbków czosnku i dwie cebule. Kiedy się to dobrze zeszkli dodać 2-3 kg soczystych, bardzo dojrzałych, pokrojonych pomidorów bez zielonych części, że skórką - najlepsze są pod koniec sierpnia, takie podłużne, lekko przejrzałe. Dodać bazylię lub oregano, albo jedno i drugie (może być suszone). Dodać łyżkę octu balsamicznego i łyżkę cukru. Alternatywnie zamiast pomidorów świeżych można dać 3 puszki pomidorów (krojone lub w całości) oraz butelkę 0,7 włoskiej pulpy pomidorowej. Gotować aż dobrze zgęstnieje, godzinę, dwie. Uważać aby nie przypalić, często mieszać. Zblenderować i ostudzić.