2021-06-26
Życie
Rozmowa to złoto
Spotkałem się wczoraj z moim kumplem ze studiów. Zaraz po ich ukończeniu, nasze drogi jakoś zupełnie się rozeszły i przez dwadzieścia dziewięć lat nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Aż do wczoraj.

Sącząc czerwone wino, gadaliśmy do białego rana, z wypiekami na twarzy wsłuchując się w swoje historie. Oto co mi opowiedział.

Zaraz po studiach znalazłem świetną robotę, dokładnie to, co zawsze chciałem robić. Szybko zacząłem się piąć i zarabiać coraz lepiej.

Magdę poznałem w pracy. Szybko się ochajtaliśmy. Po roku pojawiło się pierwsze dziecko. Magda rzuciła pracę i zaczęła zajmować się dziećmi.

Układało się nam dobrze. Nie była to może jakaś wielka czy szalona miłość, ale nie mogę też powiedzieć, że czegoś mi jakiś specjalnie brakowało. Myślę, że najlepszym określeniem dla tego naszego związku byłoby słowo „poprawnie”, a może lepiej „średnio”. Średni seks. Rozmowy nie za często. Kłótni w zasadzie brak. Przytulanie z rzadka. Znajomi, imprezy, wyjazdy - bardzo często. Zajmowanie się sobą trochę rzadziej.

Przede wszystkim to nie mieliśmy zbyt wiele czasu, żeby myśleć o zajmowaniu się sobą. Ja rozwijałem swoją karierę, pracowałem dużo i późno wracałem do domu. Magda miała mnóstwo roboty w domu i przy dzieciach, mimo wsparcia opiekunki, pani sprzątającej i teściowej. Kiedy dzieciaki trochę podrosły, zaczęła też zajmować się swoim własnym biznesem, który wprawdzie nie dawał jej jakichś większych pieniędzy, ale na pewno był świetną odskocznią od domu.

Ja byłem zupełnie wyłączony ze spraw domowych. Praca pochłonęła mnie na dobre. Częste delegacje, imprezy integracyjne, spotkania z klientami.

Około czterdziestki zdradziłem Magdę i przez kilka lat prowadziłem drugie, równolegle życie. Pytasz czemu to zrobiłem? Myślę, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta, otwierają się na świat poza własnym domem, wtedy, kiedy zaczynają odczuwać jakieś braki we własnym domu. Związków idealnych oczywiście nie ma, ale tym średnim do ideału brakuje bardzo wiele - zbyt wiele. I nie mówię tego wcale po to, aby się usprawiedliwiać. Winnym zdrady jest zawsze ten, który zdradza, niezależnie, od tego, czy i jakie miał powody czy motywacje.

Magda nie wiedziała nic o moim drugim życiu, a dowiedziała się o nim parę dni po tym, kiedy ten drugi związek właśnie zakończyłem. Było to dla niej druzgocące. Walczyła z myślami: zakończyć małżeństwo, czy pozostać w nim. Postanowiła dać sobie czas.

Zaczęliśmy chodzić na terapię. Odbyło się może cztery, pięć spotkań z poleconym terapeutą, który prowadził sprawy dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem - nie oceniał, nie radził i nie wymądrzał się. Pomagał jedynie nazywać nasze własne odczucia i budował warunki do naszej rozmowy i porozumienia. Magda jednak szybko straciła zainteresowanie terapią, prawdopodobnie dlatego, że nie usłyszała od tapety kto jest winny całej sytuacji i jaka powinna być za to kara.

Mimo to, na chwilę, jakoś nam się zaczęło w tym związku polepszać. Tak to przynajmniej wyglądało z mojej perspektywy. Lepszy seks. Zaczęliśmy wyjeżdżać na krótkie wypady we dwoje. Trochę więcej ze sobą rozmawialiśmy, choć muszę przyznać, że ciągle były to rozmowy raczej niezbyt szczere i głębokie.
Magda wracała do mojej zdrady w drobnych uszczypliwościach. Ja oczywiście zdawałem sobie sprawę, że z głowy tego nigdy nie wyrzuci, ale byłem też przekonany, że po jakimś czasie, roku, dwóch czy trzech, musi przestać do tego wracać, bo życie w worku pokutnym po wsze czasy jest dla mnie nie do zaakceptowania.

Mijały kolejne lata. Jakoś nauczyliśmy się żyć z piętnem tej mojej zdrady, do której Magdzie zdarzało się wracać. Dzieci rosły coraz szybciej, a my coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie. Nasze rozmowy stawały się coraz rzadsze i coraz częściej kończyły się kłótnią, po której następowały ciche dni. A te ciche dni trwały coraz dłużej, aż przestaliśmy zauważać, czy one jeszcze trwają, czy też już się skończyły.
Po którejś kłótni, nie rozmawialiśmy ze sobą przez rok. Po czym usiedliśmy na chwilę, żeby porozmawiać. Była to bardzo krótka rozmowa. Byliśmy z Magda w stu procentach zgodni. Nasze małżeństwo trzeba zakończyć.

Pytasz mnie czemu się rozeszliśmy. No cóż. Odpowiem Ci tak.
Związek między dwojgiem jest jak ogród. Żeby dobrze wyglądał trzeba go podlewać, napowietrzać, nawozić i kosić. Jeśli przestaniesz to robić zmarnieje. Nie jest to jednak nic tragicznego, bo zawsze możesz przywrócić go do życia. Jeśli jednak przez lata pozostawisz bez troski, trawa i chwasty tak się rozrosną, że nic już nie da się z tym zrobić.

Jest jeszcze kwestia. Z reguły wszystko w związku przemija. Dzieci urosną i pójdą w świat. Seks zaniknie. Pieniądze mogą się skończyć. Przyjaciele mogą odejść lub przestać być przyjaciółmi. Wyjazdy będą wykluczone, bo przestanie się chcieć lub móc. Jest tylko jedna rzecz, która nie przemija. To rozmowa, chęć dzielenia się i bycia obok.

PS. Paweł, dzięki, że zgodziłeś się na upublicznienie swojej historii. Postanowiłem jednak zmienić imiona. No bo po co drażnić lwa w otwartej klatce.
Jak chcesz się podpisać?
Twój komentarz
blad

Lubię to   Skomentuj   
do góry
Mój blogO mnieNewsletterKontakt
polecam poniższe strony internetowe:
www.haer2.pl
www.onlinekoronawirus.pl
www.hr2system.pl
www.hr2audyt.pl
www.hr2bardziej.pl
www.liveslide.pl
ta strona internetowa została stworzona przez: