2021-02-13
Polska
Bigos w Hiltonie
Po pierwsze: nie było ferii. Po drugie: otworzyli stoki i nie wiadomo czy zaraz ich nie zamkną. Po trzecie: wreszcie napadało kupę śniegu. Po czwarte: mam już dość siedzenia w domu. I po piąte wreszcie: z córką jest najfajniej.

Odpuściliśmy ulubioną Bukowinę Tatrzańską że względu na weekendowy konkurs skoków narciarskich pod Tatrami i za cel obraliśmy Szczyrk.

Po odrzuceniu masakrycznie drogich hoteli i klitek u górali na booking.com nie zostało zbyt wiele do wyboru. Zdecydowałem się na osiemdziesięciometrowe mieszkanie na poddaszu w Żywcu, przy samym rynku. 150 złotych za noc to dobra cena, biorąc pod uwagę, że będziemy mogli bawić się z Mają w chowanego i spać w oddzielnych sypialniach.

Z Warszawy wyruszyliśmy w piątek, pomiędzy czwartą i piątą lekcją Mai. Ostatnie dwie lekcje Maja odbyła już w samochodzie, za pomocą Zooma na komórce, co stanowi niezaprzeczalnie pożyteczną zaletę zdalnego nauczania, przy jego wszystkich nieznośnych wadach.

Obiad zjedliśmy, jak w czasach dobrych, przedpandemicznych wyjazdów narciarskich, w przydrożnym McDonaldzie. Ja zjadłem największego hamburgera z sałatką, a Maja nagetsy z frytkami.
Podróż trwała sześć godzin. Uroczy Żywiec przywitał nas grubą pokrywą śniegu i pozamykanymi knajpami. Liczyłem po cichu, że może w jakimś zakonspirowanym, podziemnym barze da się ustrzelić powitalnego Żywca, ale nasz miły gospodarz, szybko sprowadził mnie na ziemię - piwo w Żywcu można obecnie dostać w Biedronce, Lidlu, Kauflandzie, Aldi lub w Żabce i nie jest to niestety piwo z nalewaka.
No to zrobiliśmy z Mają szybkie zakupy w Lidlu i mały wieczorek zapoznawczy sącząc żywiecką wodę (Maja) i żywieckie piwo (ja), zajadając się smażonym łososiem, oglądając ulubione filmy, siedząc przy jednym stole że słuchawkami na uszach, każdy na swoim laptopie.

Długo nie siedzieliśmy, bo następny dzień zapowiadał się bardzo energetycznie. Kiedy Maja jeszcze spała, ja strzeliłem sobie poranny jogging nad jezioro Żywieckie, mocno ekscytujący z uwagi na temperaturę minus osiem stopni i wyjątkowo obficie padający śnieg.

Po śniadaniu wyruszyliśmy pod Skrzyczne. Warunki narciarskie fantastyczne. Trochę mało słońca, ale na tyle jasno, że jeździło się bardzo dobrze. Knajpy otwarte, ale usiąść można tylko na zewnątrz. Obiad zjedliśmy w najlepszym, zdaniem tubylców, barze w Szczyrku, prowadzonym bo przez sympatyczne małżeństwo. Bar, o przewrotnej nazwie Hilton, położony jest na stoku, niedaleko stacji Jaworzyna i nie specjalnie przejmuje się obostrzeniami. Maja wciągnęła kiełbasę z frytkami, a ja bigos, kaszankę i grzańca.

Przez najbliższe dni większość czasu spędzę w Hiltonie.
Jak chcesz się podpisać?
Twój komentarz
blad

Lubię to   Polubienia(1)   Skomentuj   
do góry
Mój blogO mnieNewsletterKontakt
polecam poniższe strony internetowe:
www.haer2.pl
www.onlinekoronawirus.pl
www.hr2system.pl
www.hr2audyt.pl
www.hr2bardziej.pl
www.liveslide.pl
ta strona internetowa została stworzona przez: