2021-01-16
Polityka
Vox populi, vox Dei
Populiści pod wodzą Jarosława, z partii o przewrotnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość, rządzą nami już ponad pięć lat. Mimo zauważalnego zmęczenia brzemieniem władzy i obserwowanych w ostatnich miesiącach kłótniach w rodzinie, nic nie wskazuje jednak na to, aby władzę tę oddali w najbliższym czasie. Jak na kipisz, który zafundowali Polsce, ich sondaże prezentują się wyśmienicie, a po każdym spadku notowań spowodowanym kolejnym psikusem, prędzej, czy później wracają do normy niczym ruska wańka - wstańka. Do tego wszystkiego, dobrego samopoczucia dodaje im świadomość, że nie mają z kim przegrać, za sprawą miałkiej i niewspółpracującej opozycji, która potrafi zajmować się wyłącznie ich krytyką lub powstrzymywaniem własnej agonii.

Pomyślałem, że warto przyjrzeć się bliżej narzędziom, których nasi populistyczni przywódcy użyli do pozyskania i utrzymania władzy oraz puścić nieco wodze fantazji na temat możliwych scenariuszy jej końca.

Manipulacja. Kiedy w mroźny dzień, mama mówi do dziecka „Załóż czapkę, bo odmrozisz sobie uszy”, myśląc, że jest zbyt zimno na chodzenie bez czapki, to jest to objaw troski o dziecko, ale kiedy, ta sama mówi do dziecka „Załóż czapkę, bo odmrozisz sobie uszy”, licząc, że cała wieś zauważy jej nowy zakup – wtedy manipuluje swoim dzieckiem. Mówiąc krótko, z manipulacją mamy do czynienia wtedy, kiedy podstępem wpływamy na innych, by nieświadomie realizowali nasze cele, albo inaczej, kiedy to, co mówimy jest sprzeczne z naszymi prawdziwymi intencjami. Sędziowie kradną wiertarki z supermarketów, prowadzą samochody w stanie wskazującym, wynoszą pendrajwy i batoniki ze sklepów. Sędziowie to przestępcy i dlatego trzeba ich wymienić. Manipulacja to starsza siostra oszustwa, tylko taka bardziej wyrafinowana.

Symetryzm. To sprytne narzędzie polegające na zrównywaniu skali zjawisk, których skale są nieporównywalne, dla przykrycia własnej nieudolności i odwrócenia uwagi od własnych błędów. Przedszkolak, zapytany przez panią wychowawczynię „dlaczego uderzyłeś Jasia” szybko odpowie „bo bawił się moim samochodzikiem”. Przedstawiciel naszej obecnej władzy zapytany o kiepską organizację procesu szczepień, szybko zmieni temat na skandaliczne szczepienia celebrytów poza kolejnością.

Strojenie w cudze piórka. Mówią, że rodzina jest dla nich największą wartością, a sami zdradzają i rozwodzą się na potęgę. Mówią, że kierują się najwyższymi standardami moralnymi, a zatrudniają niekompetentnych członków swoich rodzin. Mówią, że są bezwzględni w ściganiu przestępców i tropieniu afer, a w ich otoczeniu notorycznie dochodzi do przekrętów i malwersacji na niespotykaną dotąd skalę. Była minister Emilewicz, jeszcze niedawno mówiła o etyce przedsiębiorczości i skarżyła się na skłonność Polaków do kombinowania, a parę dni temu zabrała swoje dzieciaki na narty, konfabulując na temat ich licencji narciarskich, niezbędnych do treningów w czasie, kiedy z powodu pandemii pozamykano stoki dla amatorów. Fałsz, dwulicowość, obłuda albo po prostu hipokryzja.

Udawanie patrioty. Opacznie rozumieją patriotyzm. Nie jest nim budowanie łuku triumfalnego na Wiśle, nazywanie większości instytucji „narodowymi”, romansowanie z nacjonalistami ani budowa centralnego portu lotniczego pod Łodzią.

Szczucie. Są specjalistami w dziedzinie podżegania, judzenia i podpuszczania. Bo homoseksualiści rozbijają rodzinę i seksualizują dzieci, bo uchodźcy roznoszą zarazki, bo lekarze są leniwi, bo nauczyciele żądają niemożliwego, bo sędziowie kradną, bo niepełnosprawni chcą zbyt wiele.

Antyelitaryzm. Przedstawiają się jako prawdziwi przedstawiciele ludu, rozumiejący problemy zwykłego człowieka, wykorzystywanego, okradanego i nieszanowanego, jedynymi, którzy są w stanie obronić zwykłego człowieka przed zakusami elit. W międzyczasie i po cichu stali się nową elitą, oderwaną od rzeczywistości, której więcej wolno, która działa na specjalnych prawach i w oparciu o własne zasady.

Kupowanie głosów. Rozdają nieswoje pieniądze w zamian za głosy. Rachunki rosną. Kiedyś wszyscy za to zapłacimy.

Populizm na dobre zadomowił się w wielu cywilizowanych krajach świata - w większości państw działają mniejsze lub większe partie populistyczne, wykorzystujące rozczarowanie ludzi elitami i kryzysy ekonomiczne, oferujące łatwe i szybkie rozwiązania problemów.

Państw, w których populiści sprawują pełnię władzy jest na szczęście ciągle niewiele, a co więcej ich liczba zmniejszy się o jeden za kilka dni, wraz z zakończeniem rządów Donalda Trumpa, który jak przystało na prawdziwego populistę, niechętnie rozstaje się z urzędem prezydenta.

My – Polacy, mamy swojego populistę, niepodzielnie władającego pełnią władzy od 2015 roku. Daliśmy mu się zwieść i wierzymy, że poprawi nasz los i uczyni Polskę lepszą.
Ty, który czytasz te słowa, prawdopodobnie zwieść się nie dałeś i uważasz, jak ja zresztą, że Kaczyński to szkodnik, który nie tylko nie uczyni Polski lepszą, ale pozostawi po sobie wypaloną ziemię. Nie należysz zatem do szerokiej grupy jego wyznawców, beneficjentów, popleczników lub po prostu trzymających za niego kciuki. W zależności od różnych szacunków, do grupy tej należy od 30 do 50 procent naszego społeczeństwa.

Problem polega na tym, że ta pozostała grupa – od 50 do 70 procent społeczeństwa, to nie są sami przeciwnicy obecnej władzy. Gdyby tak było, to wyniki ostatnich wyborów prezydenckich i parlamentarnych byłyby zgoła odmienne. W tej grupie zidentyfikowałbym trzy podgrupy. Pierwsza to ci, którzy mają wszystko gdzieś lub jest im wszystko jedno. Druga podgrupa, to ci, którym nie jest wszystko jedno, ale ich działania związane z wymianą władzy na inną, ograniczą się jedynie do wrzucenia kartki wyborczej do urny za trzy lata. Trzecia podgrupa, to ci, którzy aktywnie działają. Może to być udział w manifestacjach, działalność w jakiejś partii politycznej, czy choćby pisanie postów na Facebooku. Nie potrafię oszacować procentowej liczby Polaków w tych trzech podgrupach. Jestem jednak przekonany, że ta pierwsza podgrupa jest najbardziej liczba, a ta ostatnia – najmniej.

W ciągu ostatniego roku, parę razy poczułem, że koniec populistycznych rządów w Polsce właśnie nadchodzi. Przed wyborami prezydenckimi, byłem wręcz przekonany, że wybory będą pierwszym aktem tego końca. Tak się jednak nie stało.

Dziś uważam inaczej. Myślę, że PIS będzie rządził jeszcze długo. I nie dlatego, że jest teflonowy, ale dlatego, że my Polacy tak po prostu chcemy. Nie daję wiary tym wszystkim dziennikarskim dywagacjom na temat przechylania się szali, zmian myślenia Polaków i rychłym końcu tej władzy. PIS jest taki jak Polska, a Polska jest taka jak PIS.

Myślę, że koniec tej władzy może nastąpić tylko w wyniku jednego z następujących dwóch scenariuszy.

Pierwszy scenariusz to potknięcie się PIS-u o własne nogi, czy też zagranie do własnej bramki. Raz za sprawą Gowina i drugi raz za sprawą Ziobry wydawało się, że jesteśmy już od tego o włos. Ten scenariusz wydaje mi się jednak mało prawdopodobny, bo synekury są dla działaczy zbyt ważne.

Drugi scenariusz, to odejście Kaczyńskiego z polityki. Myślę, że niezależnie od tego, jak to wszystko Kaczyński poukłada przed swoim odejściem, obóz władzy nie będzie w stanie utrzymać swojej integralności, po odejściu wodza. Trochę jak sekta, która rozpada się, kiedy braknie ojca prowadzącego. W wywiadzie dla jednego z prawicowych pism, Kaczyński zdradził, że zamierza przejść na emeryturę w wieku 75 lat, czyli za jakieś 4 lata. Musimy się zatem uzbroić w cierpliwość.
Jak chcesz się podpisać?
Twój komentarz
blad

Lubię to   Polubienia(2)   Skomentuj   
do góry
Mój blogO mnieNewsletterKontakt
polecam poniższe strony internetowe:
www.haer2.pl
www.onlinekoronawirus.pl
www.hr2system.pl
www.hr2audyt.pl
www.hr2bardziej.pl
www.liveslide.pl
ta strona internetowa została stworzona przez: